poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 24

Megan spojrzała w lustro, a następnie na czarną kredkę, którą trzymała w ręce, potem znów na lustro i zaraz z powrotem na kredkę.
Kiedy znów uniosła wzrok na swoje odbicie, zmarszczyła brwi.
Tylko ciemno pomalowałam oczy, a wyglądam jak nie ja – pomyślała i uśmiechnęła się wyzywająco do siebie w lustrze – Chyba o to mi chodziło.
Pociągnęła swoje usta ciemnoczerwoną szminką, po czym wyszła z łazienki i skierowała się do szafki, w której trzymała swoje ubrania u Matta.
Wyciągnęła z niej czarną bokserkę i szare, obcisłe rurki. Do tego wyszukała czarne botki z ćwiekami.
Spojrzała w lustro znajdujące się w pokoju, który chwilowo należał do niej i pokazała środkowy palec swojemu odbiciu.
-Nikt już nigdy, na tym cholernym świecie mnie nie zrani – wycedziła do swojego odbicia.

Drew pewnym krokiem wszedł do ośrodka poprawczego, prowadzony przez policjanta, który przestał go popychać dopiero w momencie, kiedy chłopak wrzasnął, że jego ojcem jest Justin Bieber i jeśli nie przestanie, to go zgłosi, a mając pieniądze wygra sprawę.
Policjant sapał ze złości, ale Drew to nie przeszkadzało. Uśmiechał się z rozbawieniem i jeszcze czymś co w ostatnich dniach pokazała jego natura. Zaciętością.
Kiedy tylko weszli na teren placówki, chłopcy w przeróżnym wieku posyłali mu wrogie spojrzenia.
On odpowiadał bezczelnym uśmiechem i wysoko uniesioną głową.
W końcu dotarli do czegoś, co prawdopodobnie było gabinetem dyrektora.
Drew został tam wepchnięty.
Posłał mrożące krew w żyłach spojrzenie policjantowi.
-Drew Bieber? – zapytała szczupła, drobna dziewczyna, na pierwszy rzut oka, wiekiem niekoniecznie przekraczająca dwudziestkę.
Chłopak zmarszczył brwi. Niemożliwe, żeby taka dobra laska była dyrektorką.
-Ach, tak – zaśmiała się – Nie, nie jestem dyrektorem tej placówki – znowu się roześmiała, zdając sobie sprawę, że chłopak serio tak pomyślał – Po prostu przyszłam tu porozmawiać z ojcem, a on musiał na chwilę pilnie wyjść i poprosił, żebym cię przyjęła, gdybyś się pojawił, ponieważ na ciebie czeka.
-Uhm – odpowiedział chłopak – Dlaczego wyszedł?
Policjant zdzielił go po głowie.
-Nie ty zadajesz pytanie! – krzyknął.
-Nie dotykaj moich włosów – warknął młody Bieber, w odpowiedzi.
Dziewczyna się roześmiała.
-Wiesz, że będziesz musiał je ściąć? – zapytała.
-Nie zetnę – powiedział z rozbawieniem i pewnością w głosie – Nie ma mowy. Nie są długie.
-Takie reguły – wzruszyła ramionami.
-A nie mogłabyś powiedzieć tatusiowi, że bardzo ci się podobają i prosisz, żeby mi je zostawił? – zapytał, uśmiechając się cwaniacko.
Znowu dostał od policjanta.
-Kurwa, nie dotykaj mnie!! Już ci mówiłem!! – huknął.
Rozbawiona dziewczyna przyglądała się całej sytuacji.
-Czy ty próbujesz ze mną flirtować? – zapytała.
-Tak, jeśli ocalisz moje włosy – powiedział seksownym głosem.
Znowu się zaśmiała.
-Myślę, że możesz już go tu zostawić. Przypilnuję go dopóki nie przyjdzie tata – dziewczyna odezwała się do gliny.
-On jest niebezpieczny – powiedział policjant.
-Nie boję się – uśmiechnęła się łobuzersko i spojrzała na chłopaka, który odwzajemnił uśmiech.
Stanowczo podobał jej się ten bezczelny dzieciak. Był inny od wszystkich, jakich kiedykolwiek poznała. Na dodatek pokrewieństwo z Bieberem stanowczo dodawało mu atrakcyjności.
-Nie mogę, przykro mi – odpowiedział twardo policjant – Odpowiadałbym za to, gdyby coś ci się stało.
Dziewczyna westchnęła.
-Sama umiem o siebie zadbać, James – powiedziała uśmiechając się kokieteryjnie.
Czuła na sobie intensywne spojrzenie Drew.
Policjant pokręcił przecząco głową.
-Jesteś taki śliczny – dziewczyna odezwała się do młodego Biebera - Masz pecha, że przez najbliższe lata, najprawdopodobniej nie dotkniesz żadnej dziewczyny – westchnęła.
-A ty? Często tu przychodzisz? – zapytał uśmiechając się bezczelnie, rozbierając ją wzrokiem.
Uchylił się przed kolejnym ciosem policjanta.
-Widzę jak na nią patrzysz – powiedział rozbawionym tonem do gliny - Sam byś ją chętnie posunął, więc nie bij mnie za głośne wypowiadanie swoich myśli.
Dziewczyna uniosła zażenowana brwi, a policjant właśnie szykował się do wyjęcia paralizatora zza paska.
-Ejejejejejej – Drew uniósł dłonie w obronnym geście – Nie przesadzajmy, nie chciałem… - poczuł paraliżujące ukłucie bólu i padł na ziemię.
-Nie boli – jęknął.
Usłyszał dźwięczny śmiech dziewczyny.
-Tylko spróbuj go jeszcze raz tknąć – spojrzała złym wzrokiem na Jamesa.
-Ale…
-Tylko spróbuj, a sama tym w ciebie strzelę! – krzyknęła, podeszła i przykucnęła przy kulącym się z bólu chłopaku.
-Zepsuł ci fryzurę – powiedziała z udawanym żalem.
-Nie wyczuwam współczucia w twoim głosie, skarbie – powiedział ciężko oddychając.
-Nie mów tak do niej! – krzyknął policjant.
-A jak mam kurwa mówić, jak się nie przedstawiła?! – krzyknął i skulił się, bojąc się kolejnego ciosu.
Ten na szczęście nie nastąpił.
Zdziwiła go cisza.
Skierował spojrzenie w stronę drzwi i spojrzał na wielkiego mężczyznę, który w nich stanął.
-Dobry – przywitał się Drew.
-Dopiero przyszedłeś i już sprawiasz kłopoty, Bieber? – warknął.
-Skąd taki pomysł? Po prostu postanowiłem się zdrzemnąć na podłodze – odpowiedział Drew i wyłapał, że dziewczyna z trudem powstrzymuje śmiech – Ma pan piękną córkę – powiedział.
-Wiem – odpowiedział – Ale na takich jak ty, nawet nie spojrzy.
Drew uśmiechnął się łobuzersko.
Oj, gdyby tylko wiedział… Nawet on wyłapał niegrzeczną naturę tej dziewczyny, a znał ją parę minut.
-Co się szczerzysz idioto?! – wrzasnął dyrektor – Wstawaj!!
-Ale…
-Wstawaj, bo dostaniesz jeszcze raz! – dla potwierdzenia prawdziwości swojej groźby wyrwał paralizator policjantowi.
Drew natychmiast zerwał się z miejsca.
-Ostrożnie z tym – poprosił.
Dziewczyna znowu uśmiechnęła się rozbawiona.
Drew skierował do niej cwaniacki uśmiech.
-Caroline, wyjdź – powiedział dyrektor.
Caroline…
-Ale tato…
-Wyjdź. Później pogadamy. Teraz jestem zajęty.
-Ale…
-WYJDŹ! – krzyknął, a dziewczyna wywracając oczami skierowała się do drzwi.
Drew obrócił się za nią, ale dostał paralizatorem.
-Ja pierdolę – sapnął, znowu znajdując się na brudnej podłodze.
-I tak się stanie znowu, jak po raz kolejny na nią spojrzysz!
-A jak przelecę ją bez patrzenia?
Kolejny strzał pozbawił Drew przytomności.

________________________________
Hmm... Trochę się u nich pozmieniało.. xd

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 23

-Drew Bieber. 16 lat. Za nieumyślne spowodowanie śmierci osiemnastoletniego Grega Hale’a zostaje skazany na 2 lata pobytu w zakładzie karnym, bez możliwości opuszczenia go przed wyznaczonym terminem. Koniec rozprawy – w momencie uderzenia, oznajmiającego zakończenie rozprawy, Drew poczuł jak wali mu się cały świat.
Nie wstał, podczas opuszczenia sali rozpraw przez sędziego, dopóki jego obrońca nie dał mu kuksańca, który po części przywrócił go do rzeczywistości. Podniósł się z miejsca, podtrzymując się stolika, w obawie, że nie utrzymają go nogi.
MORDERCA. To słowo bez przerwy wirowało mu w głowie.
2 lata w poprawczaku?
Czując się, jak w najgorszym koszmarze, Drew zaczął kierować się ku wyjściu z sali rozpraw. Panicznie potrzebował powietrza.
Powinienem się cieszyć, prawda? – mówił do siebie w duchu – Największy idiota na świecie nie żyje, a ja dostałem tylko 2 lata, bo mój ojciec jest sławny.
Chociaż próbował sobie wmówić, że to nic takiego, nie potrafił siebie oszukać.
Był cholernie przerażony i załamany śmiercią kolegi.
Przecież Greg miał jeszcze tyle przed sobą… Parszywego, co prawda, życia, ale jednak.
Chłopak nagle rzucił się biegiem i wypadł z budynku, nie zważając na wołanie kogokolwiek.
Chciał się stąd wydostać, chociaż na chwilę. Nie czuć na sobie tych wszystkich spojrzeń, nie musieć bez przerwy odpowiadać na te cholerne pytania.
Biegł przed siebie, dopóki całkowicie nie stracił oddechu.
Nie miał pojęcia gdzie się teraz znajdował, ale był sam i właśnie o to mu chodziło.
Wbiegł do opuszczonej części, nieznanego mu parku.
Miał ochotę wrzeszczeć, płakać, umrzeć, zabijać.
Oparł się o drzewo i zsunął się po nim.
Skulił się i tępym wzrokiem patrzył w przestrzeń.
W takim stanie znalazł go Justin, dwie godziny później.
-Dlaczego uciekłeś? – zapytał delikatnie ojciec.
Drew się skrzywił. Ten ton słyszał od niemal każdej z bliskich osób. Nienawidził tego. Czuł się przez to jeszcze gorzej, bo zdawał sobie sprawę, że przez długi czas, nic nie wróci do normalności. O ile w ogóle.
-Chciałem pomyśleć. Nie miałem na to wcześniej, ani sekundy. Nie pozwalacie mi zostać samemu. Ciągle pytania psów i ta pieprzona ostrożność w waszym głosie – powiedział ostro chłopak, nie patrząc na Justina.
-I jak? Przemyślałeś, to co chciałeś? – zapytał Bieber, ignorując drugą cześć wypowiedzi syna.
Drew pokręcił przecząco głową, nie odrywając wzroku, od tylko sobie wiadomego punktu.
-Nie. Siedziałem tu i siedziałem, a w mojej głowie kompletna pustka – odpowiedział.
-To nic dziwnego, Drew. Twoja podświadomość wypiera…
-Zamknij się – warknął chłopak, przerywając ojcu – Nie pierdol, jakbyś coś wiedział. Nie zabiłeś nigdy nikogo.
Dziwna cisza ze strony Justina, przyciągnęła uwagę chłopaka.
Spojrzał na ojca, który przestąpił z nogi na nogę.
-Nie zrobiłeś tego celowo, synku – odezwał się w końcu, a Drew świdrował Biebera spojrzeniem, od którego Jusa przeszły ciarki.
-Zabiłeś kogoś? – zapytał rozbawiony chłopak z przerażającą nutą w głosie.
-Dlaczego o to pytasz? – zapytał Justin, marszcząc brwi.
Drew wzruszył ramionami.
-Bo tak jakoś dziwnie…
Nie skończył wypowiedzi, ponieważ zbliżył się do nich funkcjonariusz policji.
Chłopak jęknął w duchu.
Jego ulubiony.
Łysa, gruba, mała, pała.
Dokładnie tak według niego wyglądał ów człowiek.
-Bieber, wstawaj – warknął.
Drew wywrócił oczami.
-Bo?
-Wstawaj!! – wrzasnął policjant.
Chłopak westchnął i podniósł się z ociągnięciem, otrzepując spodnie.
-Tak? – uśmiechnął się uroczo.
-Nie udało ci się TO, Bieber – Mała Pała zwrócił się tym razem do Justina, wskazując głową na Drew.
-Ja się nie udałem? – Drew parsknął śmiechem – Kiedy ostatnio patrzył pan w lustro?
Gliniarz złapał chłopaka za kołnierz i przycisnął go drzewa.
-Gówniarzu… - zaczął.
-Nie wydaje mi się, żeby miał mnie pan, kurwa, prawo obrażać – warknął chłopak.
-Drew! – upomniał go Justin.
-No co?? – spytał zirytowany chłopak – Też uważasz, że ci się nie udałem??? - zapytał ojca, uśmiechając się okropnie - Moja dziewczyna, kiedy jęczy pode mną, tak nie uważa… A pan? – zwrócił się do gliniarza - Ma pan dziewczynę? – spojrzał policjantowi w oczy, uśmiechając się bezczelnie, a ten wcisnął mu pięść w brzuch, tak, że chłopak stracił oddech.
-Coś mi się wydaje, szczylu, że twoja dziewczyna będzie musiała znaleźć sobie nowego chłopaka, kiedy ty będziesz siedział w poprawczaku – uśmiechnął się paskudnie i odciągnął Drew od drzewa po czym popchnął go tak, że nastolatek zatoczył się i upadł.
-Ale jesteś ciotą, Bieber! – krzyknął Drew w stronę ojca – Masz totalnie w dupie, co ten koleś ze mną robi.
-Drew. Uspokój się – powiedział Justin, niemal błagalnym tonem.
-Jesteś beznadziejny – Drew niemal wypluł te słowa. Podniósł się z ziemi i odepchnął rękę policjanta – Sam będę iść – warknął.
Chłopak zauważył przepraszające spojrzenie Justina w stronę funkcjonariusza policji.
Dzięki, zawsze stajesz po mojej stronie, tato - pomyślał sarkastycznie.


Megan na zmianę płakała i spała. 
Nie jadła, nie podnosiła się z łóżka.
Bez przerwy łomotała się jej w głowie ostatnia rozmowa przez telefon z Nickiem, która przełamała jej serce i życie na pół.
-Hej, Nick, jak tam? - odezwała się, uśmiechając się do telefonu.
-Mój brat nie żyje - odpowiedział pustym głosem.
Megan poczuła jakby spadała z dwudziestego piętra.
-J..j..jak to? - zająknęła się.
-Tak to, śliczna - powiedział z jadem w głosie - Twój pierdolony braciszek go zabił.
-Nie. Wcale nie - powiedziała panicznie - To niemożliwe.
Nick zaśmiał się przerażająco.
-Serio???? 
-Nie zabił go!! - wrzasnęła do słuchawki, a z jej oczu zaczęły spływać łzy.
Cała zaczęła się trząść z przerażenia i szoku.
-A jednak - powiedział Nick, nienawistnym tonem - To koniec między nami, Meggy. Przykro mi.
-Ale.... - zaczęła.
-Koniec - powiedział ostro.
-Nie jestem moim bratem!!! - wrzasnęła - To nie moja wina - powiedziała łamiącym się od płaczu głosem.
-Cześć, Megan - rozłączył się."
Dziewczyna skuliła się na łóżku.
Od chwil rozmowy z Nickiem znienawidziła Drew.
Nienawidziła go z całego serca.
Jedyne czemu była wdzięczna w tej chwili to fakt, że była u Matta i znajdowała się daleko od tej całej cholernej sprawy.
Drew... zabił?
Zadrżała i przygryzła wargę, starając się znów nie zacząć płakać.
Mama mówiła, że dostał 2 lata poprawczaka - przypomniała sobie - A niech tam zgnije - dodała z zaciętością.
Aż za dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że życie jej i Drew, w jednej sekundzie, przez jeden nieprzemyślany ruch, zmieniło się nieodwracalnie.

__________________________________
Hmm... Tak sobie myślę, że ten rozdział jest kiepski na dedykację, ale już trudno XD 
Z dedykacją dla Ciebie Wikuś ;D Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :*

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 22

Megan, ze snu wyrwał dźwięk i światło wibrującej komórki.
-Co? – odebrała zaspanym, załamanym głosem.
-Masz ochotę na spacer?
-Co?? – mrużąc oczy, spojrzała na wyświetlacz telefonu – Nick, do cholery, jest 3 w nocy.
Chłopak zaśmiał się uroczo.
-Idziesz?
-Niick – jęknęła dziewczyna, ale od samego brzmienia jego głosu, poczuła się bardziej rozbudzona.
-O 10:00 wyjeżdżasz do Matta, na całe 2 tygodnie… Nie mogę przez ciebie spać. Chcę, jeszcze chwilkę z tobą pobyć, Meg – mówił, a nastolatka poczuła motyle w brzuchu.
-Ok. Zaraz wychodzę – odpowiedziała w końcu.
-Super, przyjdę po ciebie, będę czekał przed domem.
-Okej – dziewczyna rozłączyła się i już po kilkunastu minutach była gotowa.
Kiedy na palcach zmierzała do wyjścia, nie była już ani trochę śpiąca.
Gdy niezauważona, z głośno bijącym sercem dotarła do drzwi, usłyszała za sobą głos, który spowodował, że jej serce na chwilę się zatrzymało.
-Gdzie się wybierasz, młoda?
Odwróciła się i spojrzała na rozbawionego Drew, trzymającego w ręce, sporych rozmiarów kanapkę.
-Dlaczego nie śpisz? – jęknęła dziewczyna, a chłopak wymownie pomachał kanapką.
-Masz pecha, zgłodniałem – wzruszył ramionami – Gdzie idziesz?
Megan, przygryzła nerwowo wnętrze policzka, próbując wymyślić, jakieś sensowne wytłumaczenie.
-Nie mogłam spać, idę się przejść – odpowiedziała w końcu.
-Długo zajęła ci odpowiedź, na takie banalne pytanie – zaśmiał się Drew, a Megan spojrzała na niego błagalnie, żeby się uciszył, bo obudzi rodziców – Co robi Nick, pod naszym domem?
Na twarz dziewczyny wypłynęły rumieńce, a brat cicho zachichotał.
-Nigdzie nie idziesz – oznajmił.
-Dreww – jęknęła błagalnie Megan.
-Mała, nie pozwolę mu się do ciebie dobrać, a to jest idealna pora, w ogóle, że jeszcze dziś jedziesz do swojego ojca. Weźmie cię na ‘ale nie będziemy widzieć się tak dłuuuuugo’… - zrobił maślane oczka.
Meg prychnęła.
-Wiesz to ze swojego doświadczenia? – spytała unosząc brwi – Próbowałaś z Rachel czy z Angel? Zadziałało?
-Nigdy więcej nie mów przy mnie o tej suce na A – warknął Drew.
-Nie powiem, jeśli pozwolisz mi pójść – dziewczyna, próbowała wykorzystać sytuacje.
-A idź – machnął ręką Drew, gryząc swoją kanapkę i stwierdzając, że po wspomnieniu Angel, już nie ma ochoty jeść – Ale, jak tylko spróbuje rozpiąć ci stanik albo dobrać ci się do majtek, to osobiście go zamorduję. Paaa, miłej zabawy – odkręcił się na pięcie i zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Megan wywróciła oczami i najciszej jak tylko potrafiła, przedostała się na zewnątrz.
Na dworze, dopiero zaczynało się rozjaśniać i było cholernie ciemno.
-Długo ci to zajęło – na dźwięk głosu Nicka, automatycznie poczuła motyle w brzuchu. Spojrzała w jego stronę.
Stał oparty o ścianę domu i uśmiechał się do niej.
-Bo ty, dałeś zauważyć się mojemu bratu – odpowiedziała.
-Cholera – zaklął chłopak – I cię wypuścił?
-Mam swoje sposoby – uśmiechnęła się chytrze.
Nick się roześmiał i podszedł do dziewczyny, obejmując ją w pasie.
Musnął jej usta i wpatrywał się w jej oczy.
-Chodź – powiedział w końcu, złapał jej dłoń i splótł jej palce, ze swoimi.
Kiedy ruszyli, drzwi domu Bieberów zostały nagle, energicznie otwarte.
Natychmiast, odwrócili się w tę stronę.
-Megan, gdzie się wybierasz?? – w drzwiach, ukazała im się sylwetka Justina.
-Nie mogłam spać i…
-Wracaj do domu. Natychmiast. Bo nigdzie, dziś nie pojedziesz – powiedział, twardo Bieber.
Dziewczyna wywróciła oczami i spojrzała przepraszająco na Nicka.
Chłopak westchnął i uśmiechnął się niewesoło.
-Miłej podróży – powiedział i pocałował Meg, nie zważając na obecność Justina – Trzymaj się, skarbie.
-Ty też, Nick – uśmiechnęła się do chłopaka i weszła z powrotem do domu, za Bieberem – Zawsze, musisz, wszystko psuć – syknęła i szybkim krokiem udała się do swojego pokoju, nie dając Justinowi dojść do słowa.



Drew, ze snu wybudził dźwięk telefonu.
Odebrał tylko dlatego, że miał nadzieję, że dzwoni Rachel.
-Tak? – odezwał się zaspanym głosem.
-Zjeber. O 12:00, pod skateparkiem.
Na głos Grega, aż przeszedł go dreszcz obrzydzenia.
-Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? – zapytał zirytowany Drew.
-Zobaczysz na miejscu.
-Dlaczego zakładasz, że przyjdę? – spytał chłopak, wyzywającym tonem.
-Bo jak nie, to znaczy, że tchórzysz, a ja i tak cię znajdę i wtedy będzie o wiele gorzej – odpowiedział.
-JA tchórzę, Greggy? To TY zawsze masz tę swoją obstawę – powiedział młody Bieber.
-Ok. Będę sam. Pasuje ci?
-Nie, ale postaram się być.
Drew się rozłączył i dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że drży.
Ale ze mnie tchórz – powiedział w myślach, zażenowany – Tylko, że oni są ode mnie dwa razy więksi… Tchórz.
Wywrócił oczami i spojrzał na zegarek.
11:30.
Cholera.
Zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki, chociaż ani trochę nie spieszyło mu się do spotkania z Gregiem.
O co mogło mu chodzić?? Przecież puścił Rachy na spotkanie z jego bratem, to, że przyłapał ją Justin, to już inna sprawa. Nie skakali już sobie z Nickiem do gardeł, tak bardzo jak kiedyś, ten raczej nie miałby się na co poskarżyć…
Uciął rozmyślenia.
Wszystko okaże się na miejscu.
Nie zjadł śniadania. Pożegnał się krótko z mamą i wyszedł, pod pretekstem spotkania się z Maxem.
Kiedy dotarł na miejsca, zauważył z zaskoczeniem, że faktycznie Greg jest bez obstawy, a jeszcze większym szokiem dla młodego Biebera był fakt, że była z nim Angel.
Drew z trudem powstrzymał się przed zawróceniem i starając się utrzymać pewny wyraz twarzy, podszedł do starszego Hale’a i spojrzał mu wyzywająco w oczy.
Z rozbawieniem zauważył, że już prawie dorównywał mu wzrostem. Greggy malał.
Pierwszy cios, padł tak niespodziewanie, że Drew zatoczył się i padł na ziemię.
-Nazwałeś Angel DZIWKĄ, Zjeber?! – wrzasnął z furią i uderzył jeszcze raz, tym razem w brzuch, tak, że Drew stracił oddech.
-Będziesz mnie tłukł za nazwanie jej po imieniu? – wychrypiał, a pięść Grega powędrowała do jego nosa.
Drew przytrzymał ją i wykręcił napastnikowi rękę, tak, że ten zawył z bólu i zaskoczenia.
Młody Bieber uderzył go w szczękę a następnie, kopnął w brzuch, wyswobadzając się spod Grega i stając na nogach. Przed oczami migały mu czarne kropki, ale miał to gdzieś. Postanowił, że tym razem to nie on będzie ofiarą.
Rozwścieczony Greg podniósł się szybko i rzucił się na Drew, który przesunął się i podstawił mu nogę.
Następne zdarzenia nigdy, do końca nie dotarły do młodego Biebera.
Przewracający się Greg, nadział się na ostry pręt, sporych rozmiarów, wystający z podłoża. Chłopak, spadł na niego z taką siłą, że ten przedziurawił go na wskroś, jak Drew zauważył, w okolicach serca.
Gregiem wstrząsnęły konwulsje, po czym całkowicie przestał się ruszyć.
Angel wrzeszczała, histeryzowała, płakała, a on nie był w stanie zrobić nic więcej, niż tylko tępo patrzyć na nieruszające się ciało przeciwnika.
Prawdopodobnie zaczęli zbiegać się ludzie, ale do Drew wszystko docierało, jakby przez mgłę.
Stał i nie odrywał wzroku od coraz większej ilości krwi, pojawiającej się na jasnej koszuli Grega.
Przyjechała karetka, policja.
Poczuł, że ktoś łapie go mocno i skuwa mu ręce kajdankami.
Nie stawiał oporu, kiedy prowadzili go do policyjnego samochodu.
W głowie krążyło mu bez przerwy, tylko jedno pytanie bez odpowiedzi, którego panicznie się uczepił.
‘On żyje, prawda?’     

________________________
Jeny, ale mnie wzięło na kryminały XD haha. Biedni oni.
Co Wy na to ?

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 21


 -Jus? – Jenn niepewnie wsunęła się do domowego biura, swojego męża.
Bieber dokończył coś szybko na komputerze i zwrócił wzrok na żonę.
-Słucham cię, kochanie – uśmiechnął się i obrócił na obrotowym krześle w jej stronę. Przyjrzał się dokładnie Jenn. Była nerwowa i nie do końca wiedziała co ze sobą zrobić.
Justin posłał jej pytające spojrzenie.
-Matt, zaprasza Meg, do siebie, na tydzień… Co ty na to? – zapytała nerwowo patrząc na swoje wypielęgnowane paznokcie.
-Matt? – zdziwił się Justin. Skrzywił się – Czego ten dureń jeszcze chce??
Jenn skuliła się w sobie na brzmienie jego głosu.
-Chce zobaczyć się z córką… - odpowiedziała, tym razem patrząc na podłogę. Kręciło się jej w głowie i była przekonana o tym, że jest blada jak ściana.
Bieber nic nie mówił tylko ciężko westchnął. Podniósł się z miejsca, podszedł do Jenn i uniósł jej brodę tak, żeby była zmuszona, aby patrzeć mu w oczy.
-Tyle lat nam nie przeszkadzał… Co go nagle naszło? – zapytał sucho, pocierając kciukiem policzek swojej żony.
-Może doszedł do wniosku, że chciałby poznać Meg… - odpowiedziała cicho Jenn. Widziała, że Justin próbuje zachować spokój, ale jest na granicy wybuchu. Właśnie dlatego tak bardzo bała się tej rozmowy.
-Jak on się w ogóle z tobą skontaktował? Kiedy? – zapytał Jus, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Jenny.
-Zadzwonił, wczoraj jak byłeś z Drew i jego znajomymi nad jeziorami – skłamała bez mrugnięcia okiem.
-Niech jedzie – Justin wzruszył ramionami i wrócił na swoje miejsce przy biurku – Reżyser właśnie przysłał mi scenariusz. Za tydzień wyjeżdżam na plan filmu.
Jenn nie odpowiedziała, tylko wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
Jej spojrzenie od razu skierowało się w stronę zdziwionej i zakłopotanej córki, przyglądającej się jej niepewnie.
-Coś się stało…? – zapytała.
Rodzicielka tylko pokręciła głową i przygryzła wargę, starając się nie rozpłakać.
-To ta ciąża. Nic mi nie jest – powiedziała Jenn łamiącym się głosem.
-Mówiłaś mu? – zapytała dziewczyna, wskazując głową w stronę drzwi, za którymi znajdował się Justin.
Jenn znowu zaprzeczyła i przygryzła wargi jeszcze mocniej.
-To nie jest dobra chwila – odpowiedziała głosem zdławionym szlochem, do którego kobieta, nie chciała dopuścić.
Megan spojrzała na rodzicielkę spojrzeniem, które wiedziało i było świadome zbyt wielu rzeczy jak na trzynastoletnią dziewczynkę.
-Przez Matta? – bardziej stwierdziła, niż zapytała.
Jenn wybuchając płaczem, pobiegła do sypialni, po czym przekręciła klucz w zamku.
Nastolatka patrzyła smutno w stronę gdzie zniknęła mama. Od tej chwili nie miała już Mattowi za złe, że nigdy wcześniej się nie pokazywał. Namieszał i miała paskudne przeczucie, że namiesza jeszcze bardziej.


-Raaaaaaaachy?
-Nie – odpowiedziała dziewczyna.
-Ale jakby tak…
-Nie.
-Słuchaj, ale…
-NIE.
-Kochanie, bo…
-NIE MA TAKIEJ OPCJI, DREW – powiedziała twardo Rachel i spojrzała ironicznie na swojego chłopaka, z którym znajdowała się w przymierzalni, w centrum handlowym.
-Dobra, jakbym zamierzał się tu z tobą kochać, to ok, może bym zrozumiał, że nie chcesz tego słyszeć, chociaż… - spojrzał wymownie, na swoją dziewczyna, a ta uniosła oczy, ku niebu – Ale nie proszę cię o to. Za to, ta spódniczka jest mega sexy i serio powinnaś ją kupić – powiedział wsuwając ręce pod mini Rachel.
Dziewczyna uśmiechnęła się rozbawiona i odepchnęła go.
-Kotku, podoba ci się, bo łatwo się w niej do mnie dobrać. Ta spódniczka jest DZIWKARSKA. Szybciej pójdę nago, niż się w takiej pokażę.
-Ok, ok, zgoda! Zgadzam się! – powiedział entuzjastycznie Drew, z błyszczącymi oczami.
Rachel wybuchła śmiechem i uderzyła chłopaka w rękę.
-Zboczeniec!
-No co, to była twoja propozycja – wzruszył niewinnie ramionami.
-Przepraszam, w przymierzalni może przebywać tylko jedna osoba – usłyszeli damski głos.
-Ale przebywa. Jestem czteronożnym brzuchomówcą – powiedział Drew, a Rachy znowu nie powstrzymała śmiechu.
-Albo jedna osoba wychodzi, albo was stamtąd wyciągnę – zagroził groźnie głos, spoza przymierzalni.
-Drew, wypad! – uśmiechnięta Rachel, wypchnęła chłopaka, na zewnątrz.
-Zdrajczyni – syknął nastolatek, po czym wpadł na tęgo zbudowaną kobietę z ochrony – Ups, przepraszam. To ona….
Kobieta zaczęła pouczający wykład, ale Drew w ogóle nie słuchał, bo dostrzegł Angel. Oglądała ciuchy i była za rękę z jakimś chłopakiem. Już ten sam fakt, gdzieś podświadomie zabolał Drew, ale kiedy jej partner  odwrócił się i młody Bieber zobaczył kto to, chciało mu się wrzeszczeć. Greg Hale. Greg. Ten, który dotkliwie go pobił, a Angel ponoć tak bardzo się tym przejęła. Młody Bieber patrzył na parę i z trudem powstrzymywał swoją szczękę przed opadnięciem ze zszokowania.
-Co cię tak wryło w ziemię? – z przymierzalni wyszła Rachel i rozbawiona szturchnęła chłopaka w bok.
Drew wykonał głową gest w stronę Angel i Grega.
-No i co, że tam jest Angel… – powiedziała zażenowana dziewczyna – Że co kurwa?! – prawie krzyknęła otwierając szerzej oczy, kiedy dostrzegła z kim jest – To jest suka Drew. Zimna suka, a na dodatek dziwka – powiedziała na tyle głośno, że Angel odwróciła się w ich stronę. Bieber mógł się założyć, że to słyszała i z tego, że Rachel przewiercała ją wzrokiem, najprawdopodobniej wywnioskowała, że to o niej.
Blondynka uśmiechnęła się do nich sztucznie i pomachała, opierając się ‘uroczo’ o swojego chłopaka.
Rachel pokazała jej środkowy palec i zaczęła ciągnąć Drew w stronę wyjścia ze sklepu.
-Spódniczkę odłóż – przypomniał chłopak, kiedy w wyjściu zaczął wyć alarm. Dziewczyna zarumieniała się zła i zawstydzona po czym rzuciła spódniczką w śmiejącą się z niej Angel trafiając ją w twarz i wybiegła ze sklepu. Drew poleciał za nią. Kiedy tylko opuścili sklep parsknął śmiechem. Nie mógł się opanować. Złapał dziewczyna za rękę i gdy, tylko znaleźli wyjście z centrum handlowego, wybiegli na świeże powietrze. Nie zatrzymywali się, dopóki całkowicie nie stracili tchu. A młody Bieber dalej się śmiał.
-Co ci tak wesoło?! – krzyknęła zirytowana dziewczyna, ale kiedy zobaczyła w jakim stanie jest jej chłopak, również zaczęła się śmiać.
Drew przytulił ją do siebie mocno.
-Co za akcja…. – mówił, próbując powstrzymać śmiech – Po pierwsze: chyba nigdy wcześniej nie słyszałem jak przeklinasz, a po drugie: twoja agresja na widok Angel bardzo mi się podoba – mówił rozbawionym głosem. Musnął policzek swojej dziewczyny, a kiedy ta chciała coś powiedzieć, spojrzał jej w oczy i pocałował tak, że już drugi raz w ciągu tego dnia, całkowicie straciła oddech.

__________________________
Maaało, wieeem :P W ogóle to przepraszam Was, że dopiero teraz to dodaję, bo napisałam strasznie dawno, ale całkowicie o tym zapomniałam o.O XD I przeeepraaaszam za błędy i za to, jeśli jak zwykle, w tym blogu myliłam imiona... XD Postaram się dodawać teraz też na innych blogach.. Nie wiem jak będzie z czasem, ale nareszcie mam jakieś pomysły co pisać dalej ;)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

20. Magiczny zakątek.

    ‘Hej, Nick. Słuchaj, nie chcę cię zranić, ale poznałam świetnego kolesia… Może przyjaźń? :) Allie’
Nick spojrzał po raz kolejny na wyświetlacz swojego telefonu i nie potrafił uwierzyć w to co widzi. Zastanawiał się czy powinien śmiać się, czy płakać…
Paręnaście minut temu wrócił z wycieczki z nad jeziora. Szczerze mówiąc był wykończony. Kto by pomyślał, że Matt będzie zamierzał siedzieć z Jenn i Meg aż tak długo?
Rzucił się na łóżko i zaczął obserwować z zaciekawieniem sufit.
Zerwała ze mną? – niedowierzał. – Chyba ją zaniedbałem… - mówił do siebie w myślach.
Bolało. Tylko trochę, ale jednak bolało. Spędził z nią mnóstwo cudownych, niezapomnianych chwil, a ona zrywa z nim słowami ‘zostańmy przyjaciółmi’ przez sms’a. Myślał, że stać ją na coś więcej, ale najwidoczniej się mylił. W międzyczasie, będąc z nią zakochał się w Megan, ale to nie miało znaczenia. Każdy koniec przynosi ból. Nawet jeśli samemu wcześniej planowało się odejście.
Poleżał  chwilę przestudiowując całą budowę sufitu, po czym podniósł się z łóżka, a nogi pokierowały go do jedynego miejsca jakie miał ochotę w tej chwili odwiedzić.


-Udało się – wyszczerzył się Drew kiedy po męczącym dniu znaleźli się z Rachel wreszcie sami w jego pokoju.
-Jestem ciekawe czy twoja siostra domyśli się tego, że celowo zabraliśmy twojego tatę z domu… - powiedziała dziewczyna.
-Zobaczymy – chłopak uśmiechnął się jednym kącikiem ust, z błyskiem w oku. Przysunął się blisko do niej i objął ją w talii – Ale akurat teraz ciekawi mnie inna rzecz – musnął jej szyję, a jego ręce powędrowały pod jej bluzkę.


-Tak? – Jenn otworzyła drzwi i uśmiechnęła się do chłopaka, którego zobaczyła przed wejściem.
-Czy jest…
-Meggy! Nick przyszedł! – zawołała rodzicielka nie dając nastolatkowi skończyć.
Chłopak uśmiechnął się niepewnie.
-Odprowadź ją przed godziną policyjną – poinstruowała go Jenn.
Skinął głową.
-Oczywiście.
Stali chwilę w milczeniu obserwując się nawzajem, bo Megan się nie zjawiała. Nick stwierdził, że mama Jenn jest młodą, atrakcyjną kobietą. Dodał oczywiście, że marnuje się z Bieberem i że mogła zostać z tatą Meg. Doszedł do wniosku, że Megan jest dość mocno podobna do matki, ale całkiem inna. Nie potrafił do końca sobie wytłumaczyć tej swojej logiki.
-Megan!! – Jenn wyrwała go z rozmyślań, powtarzając wołanie – Poczekaj, pewnie nie słyszy – zostawiła otwarte drzwi i szybkim krokiem, jak sądził, ruszyła do pokoju córki.
-Meggy, Nick przyszedł – weszła do pokoju Meg, a ta spojrzała na nią zdziwiona i zdjęła słuchawki z uszu.
-Co?
-Nick po ciebie przyszedł. Wołam cię od jakichś pięciu minut – powiedziała rodzicielka, z rozbawieniem obserwując reakcję córki.
-Nick??? – jej oczy się rozszerzyły, jej twarz lekko zbladła, a policzki się zarumieniły.
Jenn się uśmiechnęła. Jej mała córeczka naprawdę się zakochała.
-Dlaczego się dziwisz? Nawet ja się nie zdziwiłam – roześmiała się Jenn – No leć.
-Ale jak ja wyglądam – jęknęła Megan i ruszyła do łazienki.
-Pięknie wyglądasz. On tam czeka, kochanie. Nie każ mu dłużej tego robić – powiedziała Jenn przytrzymując córkę za rękę.
Megan przygryzła wargę i biorąc głęboki oddech ruszyła w kierunku otwartych drzwi wejściowych. Jej serce biło milion razy na sekundę, a jeszcze nawet go nie zobaczyła.
-Cześć – chłopak uśmiechnął się jak tylko ją dostrzegł. Natychmiast poprawił mu się humor.
-Hej – zamknęła za sobą drzwi i ciaśniej okryła się sweterkiem – Zimno się zrobiło – zauważyła.
-Uhm – przytaknął – Idziemy do parku?
Dziewczyna pokręciła przecząco głową z wyrazem twarzy, którego nie potrafił rozszyfrować.
-W takim razie gdzie? – zapytał.
Wzruszyła ramionami i tylko patrzyła na niego tymi swoimi nieziemsko niebieskimi oczami.
Westchnął.
-Dobra, mam inny pomysł, ale będziesz musiała mi zaufać – powiedział z niepewnym uśmiechem.
-Ok – odwzajemniła uśmiech.
-To chodź – to, że złapał jej dłoń, było zwykłym odruchem, nad którym nie zapanował, ale kiedy się nie wyrywała, spojrzał jej w oczy szukając w nich zgody. Odnalazł ją, ale dość szybko zniknęła.
-Twoja dziewczyna nie chciałaby nas tak zobaczyć – powiedziała Megan.
-Już nie mam dziewczyny – znowu się uśmiechnął.
Nie pozostawiając Meg czasu na zadawanie pytań, pociągnął ją lekko za sobą.
Przez całą drogę żadne z nich się nie odzywało. Megan skupiała się wyłącznie na tym, że czuła przyjemne mrowienie na dłoni, którą trzymał Nick i którą co jakiś czas delikatnie pocierał kciukiem.
Miała mu zaufać, ale kiedy doszli do wysokiego drucianego płotu z napisem ‘Wstęp wzbroniony. Teren prywatny’, zawahała się.
-Idziesz? – zapytał uśmiechając się lekko.
Dziewczyna przygryzła nerwowo wargę i skinęła głową.
Nick poprowadził ją kawałek wzdłuż płotu. W jednym miejscu znajdowała się spora dziura, przez którą przeszedł on, a zaraz za nim dziewczyna, która nie miała innego wyjścia, bo nadal trzymał ją za rękę.
-Skąd się tam wzięła ta dziura? – zapytała Meg, żeby przerwać ciszę.
-Widzisz ten pień? – zapytał, wskazując na coś co rzeczywiście mogło być pozostałością drzewa. Skinęła głową – Wielkie drzewo z ogromną siłą przewaliło się na ten płot i jakoś nikomu nie chciało się inwestować w naprawę. Usunęli tylko drzewo.
-A jak się o tym dowiedziałeś?
-Uciekałem przed twoim bratem – skrzywił usta w grymasie. Widać było, że niechętnie się do tego przyznaje – Ale nie znalazł mnie tu – wyszczerzył się.
Dziewczyna się roześmiała, a on objął ją ręką w pasie.
-Gdzie idziemy? – zapytała lekko onieśmielona tym gestem.
-Zobaczysz. To już niedaleko.
-Ogromna ta posiadłość – stwierdziła dziewczyna rozglądając się naokoło – I piękna – dodała.
Im dalej szli, tym więcej było wokół nich zieleni. Tyle jej nie widziała nawet w parku.
-Też tak uważam – powiedział – Należy do jakiegoś bogatego kolesia, który chyba bankrutuje. Chciał ocalić to miejsce, stworzyć tu jakiś park, rezerwat czy coś, ale słyszałem, że miasto chcę od niego odkupić to miejsce i wybudować osiedle.
-Szkoda… - westchnęła dziewczyna – A wiesz czy się zgodził?
-Nie zgodził. Tak przynajmniej kiedyś przeczytałem w internecie, że odgraża się, że szybciej nie będzie miał za co kupić jedzenia, niż ją odda. Chce ocalić ostatni skrawek dzikiej przyrody. Chociaż w sumie nie wiem po co jak ani on tu nie przyjeżdża, ani nikt inny nie może wchodzić… ale mniejsza o to. Myślę, że niestety się zgodzi. Bankrutuje, a miasto oferuje mu coraz więcej pieniędzy – tłumaczył.
-Widzę, że jesteś w temacie – zauważyła.
Przytaknął.
-Muszę wiedzieć ile mogę tu jeszcze przychodzić, a kocham to robić. Tu jest taki całkiem inny świat.
Doprowadził ją do miejsca, w którym leżało powalone drzewo i na nim przysiadł. Megan zrobiła to samo.
-Często tu przychodzisz? – zapytała.
-Dosyć – odpowiedział.
Spojrzał jej w oczy, a dziewczyna poczuła motyle w brzuchu.
Zaczął przybliżać swoją twarz do jej twarzy, a serce dziewczyny na chwilę zamarło. Delikatnie ujął jej twarz i musnął jej usta. Poczekał na reakcję dziewczyny po czym naprawdę ją pocałował, a ona… odwzajemniła pocałunek.
Odsunął się od niej nieznacznie i pogładził jej policzek wierzchem dłoni uśmiechając się do niej czule.
-Jesteś piękna, maleńka – powiedział nie przestając się uśmiechać i jeszcze raz wpił się w jej usta.
Objął ją, a ona położyła głowę na jego ramieniu i obserwowała najpiękniejszy zachód słońca jaki widziała w życiu. Zastanawiała się czy jest tak rzeczywiście, czy to dzięki Nickowi patrzy na wszystko milion razy pozytywniej.
-Jak spotkanie z ojcem? – zapytał Nick muskając wargami jej policzek. Dziewczyna napisała mu o tym. Chyba nie domyślała się, że wyprawa na zwiedzanie jezior była pretekstem, żeby odciągnąć Biebera od domu.
-Mogę cię o coś spytać? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Jasne. Pytaj o wszystko – przytulił ją mocniej do siebie.
-Wiedzieliście o tym, że Matt przyjedzie? Uknuliście to z Drew?
A jednak. Ale pytała  o to tak, że gdyby opowiedział nie, to pewnie by się nie zdziwiła. Nie była pewna swojej tezy.
-Coś w tym rodzaju, ale nie do końca… Najpierw opowiedz.
-Nie. Najpierw chcę usłyszeć dokładną odpowiedź od ciebie.
-No okey… Nie wiem co na to Drew, ale ok… Twój brat wiedział, że Matt przyjedzie się z wami spotkać, dlatego chciał odciągnąć Biebera od domu – wytłumaczył w skrócie.
-Czyli nie ściągał Matta, bo powiedziałeś mu jaka jestem załamana psychicznie przez niego i w ogóle?
Spojrzał na nią zdziwiony.
-Nie jesteś załamana psychicznie, Meg i na pewno bym tak nie powiedział. Matt przyjechał, bo chciał się z tobą spotkać.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała.
-A nie mogliście mnie jakoś na to spotkanie przygotować? – powiedziała po kilku minutach ciszy.
Nick znowu westchnął.
-Myślę, że to miała być niespodzianka, Meggy. A teraz powiedz jak było.
-On jest w porządku. W ogóle… Serio się z mamą kochali… I dalej coś do siebie czują, to widać. Dziękuję, że zabraliście Justina. Dużo rozmawialiśmy… Powiedział, że weźmie mnie do siebie w drugiej połowie wakacji – mówiła z lekkim uśmiechem.
Nickowi nie spodobał się pomysł rozdzielenia się z Megan.
-A na ile? Kiedy dokładnie?
Dziewczyna wyczuła w jego głosie nutkę niezadowolenia.
-Dokładnie jeszcze nie wiem. Zadzwoni jutro – spojrzała na niego – Przecież wrócę – roześmiała się widząc jego minę.
-Cieszę się, że go poznałaś – przytulił ją do siebie – I cieszę się, że cię do siebie zaprosił. Tylko, że będę tęsknił.
-Ja też będę – odpowiedziała i wtuliła się w niego mocniej – Dziękuję – wyszeptała.
-Za co? – zdziwił się.
-Za wszystko.

_______________
Macie takie cóś. Nie mam weny, przepraszam.... Ale w następnym spróbuję się bardziej postarać <3 I jeśli tradycyjnie myliłam imiona to też przepraszam...

środa, 4 lipca 2012

19. Bez odbioru.

 Akcja ‘wyciągnięcie Justina Biebera z domu’ rozpoczęła się godzinie dziewiątej rano. Na miejscach i w gotowości czekała Rachel, Max, Nick i Stephen, którego Drew nie znał za dobrze, ale pomimo wszystko był mu potrzebny. Plan wyglądał prosto, ale jeśli plan A by nie wypalił to mieli jeszcze w gotowości plan B, C i D. Drew nie spał prawie przez całą noc myśląc nad tym co może się nie udać. A co jeśli Matt nie przyjedzie, albo przyjdzie innego dnia? Mógł tylko się modlić. Chciał, żeby wszystko wyszło idealnie. Bez niepotrzebnych spięć pomiędzy Justinem i Mattem. Sam chętnie spotkałby się z ojcem Megan, ale nie mógł sobie na to pozwolić. Wyciągnięcie Biebera z domu było ważniejsze.
-Tato…? – Drew wstał dziś nienaturalnie wcześnie jak na niego i Justin posłał mu zdziwione spojrzenie – Słuchaj… Jest taka sprawa… Musimy zrobić projekt o jeziorach z biologii… Musimy mieć zrobione własnoręcznie zdjęcia i wgl. Tylko, że przydzielili mnie do grupy z Nickiem i Stephenem. My się tam pozabijamy, jeśli pojedziemy sami… Jest niby jeszcze Max i Rachy, ale… Mógłbyś pojechać z nami?
Spojrzenie Biebera zrobiło się jeszcze bardziej zdziwione.
-Chcesz, żebym JA jechał z wami? – był mega zszokowany, ale ucieszył się, że syn prosi go o pomoc. Miał z nim bardzo słaby kontakt – Jasne. O której?
-Za dziesięć minut…
-Nie ma sprawy, Drew – powiedział.
-Dzięki – chłopak uśmiechnął się do ojca, a idąc z powrotem do pokoju, żeby zadzwonić do wszystkich i powiedzieć, że na razie idzie dobrze uśmiechał się szeroko i szczerze. Wierzył, że się uda. Żałował tylko tego, że nie miał aktualnego numeru do Matta. Byłoby łatwiej gdyby wiedział o której ten się zjawi. W domu będą mieli szpiega. Rose, która była ostatnio jakby jej nie było, co było bardziej niż dziwne, zgodziła się na współpracę. W sumie to też było bardziej niż dziwne. Miała dzwonić do niego, jak Matt się pojawi i jak się zmyje.
Mieli wyruszyć punktualnie, ale pojawiło się pewne utrudnienie, o którym Drew na szczęście wcześniej pomyślał. Megan chciała jechać z nimi, a Justin nie miał nic przeciwko, niestety brat wyjaśnił jej smutnym głosem, że nie mają już miejsc w samochodzie.
Udało się. Ruszyli z dwu minutowym opóźnieniem.


-Serio miałam ochotę z nimi jechać – odezwała się Megan przysiadając się do stołu w kuchni przy którym Jenn jadła właśnie śniadanie.
-Pojedziesz innym razem, skarbie. Oni mieli robić coś do szkoły, to na pewno byś się nudziła – powiedziała rodzicielka i zjadła kolejny kęs omleta ze swojego talerza.
-Ale Nick też jechał – jęknęła Megan.
Wtedy do mamy wszystko dotarło.
-Ach, Nick – powiedziała uśmiechając się znacząco – Właściwie to nie miałam czasu cię wczoraj zapytać jak było na spacerze. A więc? Jak było?
Megan starała się zachować powagę, ale po chwili jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
-Genialnie – odpowiedziała nie potrafiąc przestać się uśmiechać.
-To ten sam Nick, z którym Drew miał takie problemy, Meg? – zapytała Jenn przyglądając się córce.
Uśmiech na twarzy dziewczyny stała się o ton mniej promienny.
-Taa… Ale on jest w porządku. Naprawdę, mamo… Po prostu się z Drew nie lubią…
-Dobrze, kochanie. Nie musisz się tłumaczyć, tylko jesteś pewna, że ten chłopak jest dobry? Ja osobiście nigdy go nie lubiłam, ale to na pewno dlatego, że tak strasznie nie dogadywali się z Drew.
-Na pewno, mamo – zapewniła Megan – rozumiemy się we wszystkim i w ogóle… Tematy do rozmowy się nie kończą.
Jenn przyglądała się troskliwie córce. Faktycznie wyglądała na szczęśliwą, ale ona, jako matka obawiała się co z tego wszystkiego wyniknie. Nick był od jej Meggy o 3 lata starszy i dobrze wiedziała, że chłopcy w tym wieku myślą wyłącznie o jednym. Oczywiście wiedziała też, że u części na myśleniu się kończy. Ale Jenn nie wiedziała jaki jest Nick. Na razie znała go tylko od złej strony. Miała nadzieję, że to w rzeczywistości dobry chłopak. Zamierzała zmienić tok rozmowy. Temat tego chłopaka zmuszał jej na wiele wątpliwości i niepokoju, a nie miała na to nastroju.
-Słuchaj, Meg – powiedziała Jenn z westchnięciem i uśmiechając się do córki niepewnie, po chwili milczenia – Nie chciałabyś mieć może młodszego brata albo siostry?
Pierwszym co rodzicielka zobaczyła na twarzy swojej córki to kompletny szok, a następnym objawem był pisk szczęścia.
-Jesteś w ciąży?! – wykrzyknęła dziewczyna i zeskoczyła z krzesła uśmiechając się szczerze i szeroko.
Jenn odetchnęła z ulgą. Obawiała się trochę reakcji dzieci.
-Zdecydowaliśmy z Justinem, że chcemy jeszcze jedno dziecko. Mam prawie 31 lat. Nie chcę już więcej dzieci oprócz tego. To będzie ostatnie, ale wy już tak wyrośliście, prawie nie ma was w domu, Jus też wyjeżdża. Miło by było pomieć jeszcze przez kilka lat w domu takie maleństwo – mówiła Jenny z uśmiechem.
Megan też się bez przerwy uśmiechała.
-Czyli jesteś czy nie?? Odpowiesz mi wreszcie?! – mówiła prawie skacząc w miejscu z niecierpliwości.
-Nie wiem czy nie powinniśmy pójść na badanie ADHD u ciebie i Drewa. Nie wiem czy jest ono dziedziczne, ale jest prawdopodobieństwo, że macie to w genach po ojc… - Jenn ugryzła się w język, kiedy było już za późno.
Twarz Megan stała się nagle poważna.
-Jesteś w ciąży czy nie? – zapytała sucho i usiadała z powrotem na krześle.
Jenn nie wiedziała co ma robić. Meg musiała zauważyć ten jej wyraz zagubienia, niepewności i żalu na twarzy.
-Jestem – odpowiedziała – Chwilę temu zrobiłam test. Nikt jeszcze nie wie oprócz ciebie – mówiła uśmiechając się niepewnie. Była na siebie zła, że tak rozwaliła ten moment.
-Strasznie się cieszę. Naprawdę – powiedziała Meg szczerze, ale uśmiechnęła się jakoś z wymuszeniem. Opuściła wzrok i wpatrywała się w swoje stopy, jak to miała od dziecka w zwyczaju kiedy nie wiedziała co ze sobą robić, była zmieszana, czy smutna.
-Córuś… - powiedziała smutno Jenn – Chcesz, żebym opowiedziała ci o tacie? Myślę, że masz już tyle lat, że może chciałabyś słuchać... Chciałabyś?
Megan dalej nie podnosiła głowy. Kiedy wreszcie ją uniosła, w jej oczach były łzy. Pokręciła przecząco głową i bez słowa poszła do swojego pokoju. Jenn jeszcze nigdy nie czuła się taka bezradna.

-Na razie żadnych info od Rose? – zapytał Nick Drewa robiąc zdjęcia na wyimaginowany projekt pierwszemu jezioru, które odwiedzili.
-Żadnych istotnych dla akcji – odpowiedział Drew – Ale właśnie napisała mi, że podsłuchała jak moja mama mówiła Meg, że jest w ciąży – powiedział chłopak ze zdziwionym uśmiechem.
-Jprdl. Kolejne coś do rodziny Zjeberów. O jednego Biebera na świecie więcej – jęknął załamany Nick.
Drew pokazała mu środkowy palec, przy okazji sprawdzając, czy ojciec przypadkiem na nich nie patrzy. Pewnie wszczęliby jakąś bójkę czy coś, ale telefon młodego Biebera zaczął dzwonić, a oboje byli ciekawi informacji od Rose.
-Tak, Rosie?
-ROSE.
-Ok, ok. Jakieś nowości?
-Twoja matka przypadkiem palnęła coś o ojcu, Meg się zdołowała, później mamuśka proponowała, że jej coś opowie o Matt’cie, a młoda nie chciała i poszła ryczeć do pokoju – zeznała Rose.
-Kurde. Kiepska sprawa – powiedział Drew.
-Uhm – przytaknęła Rose nie przejęta nawet w najmniejszym stopniu.
-Coś jeszcze?
-Nie. Bez odbioru.
Drew parsknął śmiechem, a Nick patrzył na niego jak na kompletnego idiotę. W sumie… to była norma.

Matt przyleciał do Kanady już poprzedniego dnia i zamiast załatwiać sprawy, które powinien, ciągle bił się z myślami czy odwiedzić dziewczynę, której nigdy nie przestał kochać, wraz z córką... jego córką… Przełknął ślinę i poczuł, że drży. Ma dziecko, które ma 13 lat. Które ma 13 lat i nigdy nie widziało go na oczy. Nie widział porodu, teoretycznie nic nie łączy go z tym dzieckiem oprócz więzów krwi. Zauważył, że bawi się guzikiem od koszuli. Zawsze robił to, kiedy się denerwował. Przestał. Włożył ręce do kieszeni. Ciekawe, czy Bieber w ogóle pozwoliłby mu zbliżyć się do Jenn i… jak ona się nazywała? Nienawidził siebie za to, że nie pamięta. Przez całe 13 lat pomyślał o córce może z 6 razy… W jego oczach pojawiły się łzy, a serce ścisnęło poczucie winy. Jak ona miała…? Molly? Megan! Odetchnął z lekką ulgą. Pamięta chociaż imię. Krążył zdenerwowany po parku znajdującym się niedaleko posiadłości Bieberów. Spojrzał na zegarek. Minęły już 4 godziny, a on nie miał czasu… Pomimo to dalej bił się z myślami… Iść czy nie? Zastanawiał się czy jego dziecko go nienawidzi. Serce szczerze go bolało. Było mu słabo. Poszedł w kierunku ławki. Nagle zderzyła się z nim kilkunastoletnia dziewczyna. Spojrzała na niego zapłakanymi oczami.
-Przepraszam pana, bardzo przepraszam – powiedziała łamiącym się głosem i pobiegła dalej. Nie spuszczał z niej wzroku. Usiadła na powalonym drzewie obok rzeki i ukryła twarz w dłoniach. Wyglądała na coś koło 13 lat, była bardzo szczupła i średniego wzrostu. Miała brązowe włosy i ciemnoniebieskie oczy. W sercu Matta coś się poruszyło… Nie potrafił tego nazwać. Czy to możliwe, że to ona? Córka Jenn? Jego córka? – zapytał sobie pytanie w myślach. Spojrzał w kierunku, z którego przybiegła. Zgadzał się, a on poczuł, że żołądek podchodzi mu do gardła. Była taka śliczna… I taka smutna…
-Megan – powiedział cicho, ale dość głośno, żeby dziewczyna usłyszała. Spojrzała na niego zdziwiona, przygryzając wargę, powstrzymując płacz.
Jego serce dosłownie stanęło. Stanowczo go dzisiaj denerwowało.

Megan spojrzała na mężczyznę, który wymówił jej imię. Jak to możliwe, że poznała go dopiero teraz? Widziała go na jednym ze zdjęć, ale wiedziała, że nigdy nie mogłaby pomylić go z nikim innym. Nie wiedziała co ma robić. Nie chciała, żeby widział ją w tym stanie… Ale co on w ogóle tu robił? Skąd się wziął? Nie powinien być przypadkiem w Londynie?

Matt dostrzegł błysk w oczach dziewczynki, zastanawiał się co to znaczy. Nogi same, nie pytając się go o zgodę, poprowadziły go do niej. Nic nie mówiąc usiadł obok córki. Nie miał pojęcia co ma teraz zrobić. Nie raz widział filmy, na których rodzice witali się z dziećmi po latach, ale teraz w głowie miał kompletną pustkę… Ona była taka podobna do Jenn… Piękna i krucha.
-Cześć – wydusił z siebie, nie patrząc na nią.
-Hej – odpowiedziała, biorąc do ręki kamyk leżący obok niej i wrzucając go do wody – Co tu robisz? – zapytała wpatrując się w swoje buty.
-Przyjechałem… - do ciebie, do Jenn, jesteś taka śliczna – w sprawach służbowych – powiedział tylko.
Poczuł, że zranił tym dziewczynkę, ale ona pokiwała tylko głową.
-Bardziej chodziło mi o park – powiedziała, dalej nie podnosząc na niego wzroku.
-Ach… - a jednak go przejrzała – Chciałem się z wami spotkać… Ale się bałem – powiedział zanim zdążył się powstrzymać – Spędzam tu już czwartą godzinę, nie mogąc odważyć się zapukać do waszego domu.
Dopiero teraz spojrzała na jego twarz. Miał jasne włosy, lekki zarost mocno niebieskie oczy. Wyglądał tak… znajomo. Czuła się jakby znała go od zawsze, a widziała go tylko na jednym zdjęciu. Jego oczy były smutne. Bardzo smutne. Chyba tylko to wyglądało inaczej niż na zdjęciu. Na nim były wesołe, łobuzerskie, zawadiackie… Takie z cwaniackim błyskiem. Pomimo tych oczu wyglądał młodo, to, że był 10 lat starszy niż na zdjęciu, nie robiło za dużej różnicy. Oczywiście, że wyglądał poważniej, ale na pewno nie dużo starzej.
Matt poczuł, że Megan uważnie mu się przygląda. Nie wiedział czemu to zrobił, ale położył dłoń na jej policzku, może chciał po prostu sprawdzić czy jest prawdziwa.
Dziewczynka nie odsunęła się, ale widać było, że jest zdziwiona tym gestem.

Jenn wmurowało w ziemię, kiedy zobaczyła Matta siedzącego w parku obok ich córki. Poszła za Meg, która płacząc wybiegła z domu, chcąc z nią porozmawiać. Martwiła się o nią. Widok, który zobaczyła odebrał jej oddech na kilka sekund. Nie zauważyli jej, to dobrze. Przyjrzała się uważniej Mattowi. Prawie nic się nie zmienił… Tak samo nie zmieniło się nic w sprawie tego chorego przyciągania jakie przy nim czuła.

Matt po kilku chwilach zabrał dłoń z twarzy dziewczyny. Patrzyli sobie w oczy i każde czekało aż drugie wykona jakiś ruch, powie cokolwiek.
-Twoja matka za tobą poszła – powiedział Matt.
-Skąd wiesz? – zapytała zdziwiona, rozglądając się. Dojrzała Jenn, podpierającą się o drzewo i pochłaniającą ich wzrokiem.
-Czuję – odpowiedział zmieniając pozycję i też spoglądając w stronę kobiety swoich marzeń. Jak ona wydoroślała! Ostatnim razem widział ją jak miała ledwo 19 lat. To, że doszło jej lat, nie zabrało ani trochę z jej atrakcyjności.
Matt wstał, ale ani on, ani Meg, ani Jenn nie ruszyli się z miejsca. Po kilku minutach dziwnej ciszy, Jenny podeszła do nich wolno.
-Witaj, Matt – powiedziała i wyciągnęła do niego rękę.
-Oj, proszę cię – powiedział zażenowany i ignorując jej dłoń przyciągnął ją do siebie i przytulił – Cholera, jak ja za tobą tęskniłem – wyszeptał i wciągnął w płuca jej zapach. Wiedział, że nigdy o niej nie zapomni, przestał próbować już jakieś 4 lata temu, a więc śmiało mógł mieć więcej rzeczy do pamiętania.
Megan z boku przyglądała się Jenn i Mattowi i nie miała pojęcia dlaczego ta cała scena nie wydała się jej niczym dziwnym. Może dlatego, że powinno tak właśnie być? Jej matka powinna przytulać się z jej ojcem, gdyby rodzina Meg wyglądała tak, jak powinna. Ale nie wyglądała… I nigdy wyglądać nie będzie.
-A ty pozwolisz się przytulić? – dziewczyna zauważyła, że Matt zwraca się w jej stronę z rozłożonymi ramionami i niepewnym uśmiechem.
Zdobyła się tylko na wzruszenie ramion, dlatego tata podszedł do niej i przytulił. Na początku nie odwzajemniała uścisku, ale w końcu objęła go ramionami i pierwszy raz w życiu poczuła się tak naprawdę bezpiecznie.
-Jesteś śliczna, Meggy – powiedział miękko, przyciszonym głosem na jej ucho – Córeczko – dodał, testując to słowo.


-Drew, słuchaj – zaczęła Rose dzwoniąc do kuzyna i jednocześnie wyglądając przez okno – Sierotka Marysia wybiegła z płaczem z domu, a ciocia Jenn za nią. Sporo czasu nie wracają i nie mam pojęcia co się tam dzieje. Pewnie jakieś tam rzewne rozmowy ze sobą toczą… Że co?! – dziewczyna zszokowana otworzyła szeroko oczy.
-Co?? – zapytał Drew.
-Wracają. Z MATTEM!
-Że kurwa co?! Jak?!
-No idą i…
-Błagam cię, nie mam nastroju do żartów. Dzięki za info – rozłączył się.
Jego spojrzenie mówiło wszystko dlatego nikt nie musiał pytać co się stało. Teraz musieli tylko utrzymać Justina jak najdłużej i jak najdalej od domu.

poniedziałek, 14 maja 2012

18. Plan.

Z góry przepraszam, jeśli pomyliły mi się jakieś imiona .

   -Czyli do jutra jesteśmy sami, tak? – uśmiechnął się Drew, kiedy dojechali nad jezioro i wzięli się za rozstawianie namiotu.
-Na to wygląda… - uśmiechnęła się Rachel.
Chłopak przyglądał się jej niepewnie.
-Co? – zaśmiała się dziewczyna.
Drew usiadł na trawie.
-Słuchaj, mała… Ile pamiętasz z ostatniej imprezy?
Rachel usiadła obok niego.
-Wszystko – uśmiechnęła się.
-Jesteś pewna, że WSZYSTKO?
-Tak.
Drew dalej nie odrywał od niej wzroku.
-Ej, tu zawsze jest tak pusto? – zapytała Rachel, żeby przerwać wreszcie tę dziwną ciszę.
Chłopak skinął głową.
-Jak na razie o tym jeziorze wie tylko moja najbliższa rodzina… i ty. Idziemy popływać?
-A namiot?
-Później – Drew złapał Rachel za rękę i pomógł jej zdjąć ciuchy, tak, że została tylko w stroju kąpielowym, który miała pod spodem.
Bieber też zdjął z siebie ubrania i za rękę wbiegli do wody.
Dziewczyna pisnęła czując jaka woda jest zimna.
Drew przyciągnął ją blisko do siebie i ciągnął za sobą, aż znaleźli się w wodzie po ramiona.
-Ziiimno – powiedziała Rachel drżąc na całym ciele.
Bieber wpił się w jej usta i zaczął namiętnie całować, jednocześnie wędrując rękami po jej zmarzniętym ciele.
-Tak serio chcesz to zrobić? – zajrzał jej w oczy – Bo mnie ta sprawa z ciążą Angel trochę przeraziła – pociągnął lekko za sznurek jej stanika.
-Tak, ale nie w tym momencie – powiedziała dziewczyna i ruszyła do brzegu. Drew patrzył za nią – No co? Zimno mi.
Chłopak poszedł za nią i okrył ją czule ręcznikiem. Ciągle nie odrywał od niej wzroku.
-Peszysz mnie – zaśmiała się dziewczyna, a on musnął jej usta.
-To będzie niezapomniany wyjazd - pocałował ją czule.
Dziewczyna dotknęła palcem jego twarzy i zaczęła delikatnie po niej sunąć. Zatrzymała się w miejscu gdzie wyczuła niedużą bliznę na policzku. Przyjrzała się jej. Nigdy wcześniej nie zwróciła na nią uwagi, ale ta dodawała mu uroku. Pasowała do jego zawsze z pozoru grzecznej miny i łobuzerskich błysków w oczach.
-Co ci się tu stało? – zapytała dotykając jego blizny.
Chłopak nie odpowiedział tylko przyciągnął do siebie dziewczynę bliżej i wpił się w jej usta.
Rachel odepchnęła go z rozbawieniem.
-Dlaczego zawsze jak zadam ci jakieś pytanie, na które nie chcesz odpowiadać, to mnie całujesz? – zaśmiała się.
-Bo chcę, żebyś zapomniała o tym o co pytałaś – uśmiechnął się i przysuwając się bliżej znowu musnął jej usta.
-Nic z tego – powiedziała odsuwając go od siebie na bezpieczną odległość – Co ci się stało w policzek?
-A takie tam – Drew spojrzał w bok – Kurde, czemu nie potrafię kłamać?
-Dobrze, że nie potrafisz – uśmiechnęła się Rachy – A teraz czekam na odpowiedzie. Czemu nie możesz tak po prostu powiedzieć?
-Wiesz… Bo to jest trochę… sprawa o której nie mogę i nie chcę gadać…
Rachel spojrzała na niego zdziwiona.
-Serio, nie mam ochoty do tego wracać… - chłopak patrzył w ziemię, a jego wyraz twarzy stał się poważny. Rach nie pamiętała kiedy ostatnio widziała go w takim stanie.
-Drew? – dziewczyna zbliżyła się do niego i przytuliła go czule.
Młody Bieber musnął lekko jej policzek.
-Miałem wtedy jakieś 3 lata… - zaczął chłopak nie puszczając Rachel z uścisku – No i… Jakby ci to powiedzieć… Zostałem porwany.
Dziewczyna gwałtownie się mu wyrwała.
-Co?! – spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami ze zdziwienia.
Drew wzruszył ramionami i przysiadł na dużym kamieniu.
-Prawie już tego nie pamiętam… - powiedział, co nie było do końca prawdą. Pamiętał sporo, według niego stanowczo za dużo. Od tego czasu minęło prawie 13 lat, a go nadal co jakiś czas prześladowały koszmary o tym co zdarzyło się podczas jego porwania. Te straszne obrazy nie dawały mu spokoju, nie pozwalały zapomnieć, a on nie mógł z nikim podzielić się tym co się wydarzyło…
-Drew?
Chłopak ze swoich butów wzrok przeniósł na dziewczynę, przygryzając nerwowo wargi.
-Nie musisz mówić – powiedziała ze zrozumieniem w oczach.
Chłopak uśmiechnął się do niej.
-Dzięki – podniósł się z miejsca i przytulił ją. Wsunął jej końcówki palców pod zapięcie jej stanika, a dziewczyna odruchowo się od niego odsunęła.
Drew się zaśmiał.
-Musisz się zdecydować czy chcesz, żebym cię rozebrał, czy nie – złapał kosmyk włosów dziewczyny i nawinął go sobie na palec wskazujący, jednocześnie nie odrywając wzroku od jej oczu.
-Później – powiedziała wytrzymując jego spojrzenie.
Bieber nie przestawał się uśmiechać i musnął jej usta.
-Mówiłaś to już wcześniej.
Żadne z nich nie odwracało wzroku.
-Po prostu… Rodzice wychowali mnie na grzeczną, ułożoną dziewczynkę i jakoś trudno mi odstąpić od tej reguły… - powiedziała niepewnie Rachel.
Drew położył dłoń na jej policzku.
-Ale pomimo wszystko chcesz mnie, prawda? – uśmiechnął się łobuzersko i musnął jej usta.
-Chcę – wyszeptała zatracając się w jego pocałunku.
Drew smakował jej ust, jakby całował ją po raz pierwszy, z każdą chwilą robił to coraz namiętniej.
Dziewczyna nawet nie zauważyła, kiedy wylądowała na materacu w nie do końca rozłożonym namiocie. Czuła na sobie ciężar ciała Biebera i jego usta i ręce, które urządziły sobie wędrówkę po jej ciele.
Rachel czuła, że cały świat zatrzymał się w miejscu. Byli tylko oni. Nic więcej się nie liczyło.


Drew obudził się pierwszy i przyglądał się czule swojej dziewczynie, która ubrana wyłącznie w jego koszulę spała z opartą głową na jego torsie. Pogłaskał delikatnie jej potargane włosy. Uśmiechnął się do siebie na myśl o poprzednim dniu. Był to stanowczo jeden z najcudowniejszych dni w jego życiu, nie podobał mu się tylko fakt, że Rachel przypadkiem poruszyła bolesny dla niego temat i chociaż dawno już o tym nie myślał, złe wspomnienia powróciły w snach dzisiejszej nocy bardziej wyraźne i realistyczne niż kiedykolwiek. Prawie nie spał tej nocy, po części za sprawą Rachel (czego nie żałował), ale po części za sprawą koszmarów, które pozwoliły mu zmrużyć oko na niecałą godzinę.
Nagle poczuł, że dziewczyna się poruszyła i uniosła na niego zaspany wzrok.
-Witaj księżniczko – musnął czule jej usta.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i przytuliła się do niego mocniej.
Drew wsunął jej rękę pod bluzkę i gładził jej nagie plecy, pod kołdrą.
-Drew?
-Hmm?
-Obiecasz mi coś? – zapytała niepewnie Rachel.
-Taak – chłopak musnął jej policzek.
-Obiecasz, że nigdy mnie nie zostawisz?
Drew spojrzał jej w oczy i chwilę nic nie mówił.
Zauważył lekką obawę w oczach dziewczyny.
-Nie tylko nigdy cię nie zostawię, Rachy – musnął jej szyję – ale i nigdy nie pozwolę ci odejść.
-Obiecujesz?
-Obiecuję – zapewnił.


-Meg, ktoś do ciebie!!
Megan właśnie skończyła się ubierać, kiedy usłyszała głos mamy.
-Do mnie? – zdziwiła się dziewczyna i dopinając fioletowy sweterek poszła w kierunku drzwi wejściowych.
Osoba, którą zobaczyła w drzwiach sprawiła, że na kilka sekund przestała oddychać.
Nick uśmiechnął się do niej.
-Chcesz iść na spacer? – zaproponował, nie przestając się uśmiechać.
Dziewczyna dostrzegła w jego oczach troskę. Z bólem przypomniała sobie zajścia na imprezie.
-Mogę iść – odpowiedziała wzruszając lekko ramionami, ale tylko zgrywała niedostępną. Miała ochotę rzucić mu się w ramiona. Ale przecież miał dziewczynę. Pomimo wszystko nie chciała być powodem rozpadu związku.
Dopiero kiedy odeszli kawałek od domu Nick się odezwał.
-Jak się czujesz? – zapytał muskając nieznacznie opuszkami palców jej dłoń.
Dziewczyna poczuła przyjemne mrowienie w miejscach, które dotknął.
-Daję radę – powiedziała wlepiając wzrok w swoje conversy.
Nick naprawdę przejmował się tą małą. Nie mógł przestać myśleć o niej od kilku dni i to chyba nie tylko z tego powodu, że bał się jak sobie radzi po okropnym przeżyciu z imprezy. W końcu miała tylko trzynaście lat. A on miał cholerną potrzebę zaopiekowania się nią i nie dopuszczenia do tego, żeby stała się jej chociażby najmniejsza krzywda.
Chciał spowodować, żeby dziewczyna wreszcie na niego spojrzała, ale nie potrafił niczego wymyślić dlatego po prostu stanął przed nią zagradzając jej drogę i uniósł jej brodę zmuszając ją jednocześnie, żeby spojrzała mu w oczy. Nigdy się jej tak naprawdę nie przyglądał z bliska. W sumie to nawet nie był świadomy tego, że dziewczyna jest od niego niższa co najmniej o głowę. Najpierw dokładnie zlustrował jej twarz. Miał ciemnoniebieskie oczy, które zawsze miały w sobie coś tajemniczego, ale do tego w tym momencie dochodził również lęk, który towarzyszył jej od zajścia na imprezie. Miała ciemne, dość długie włosy, takie jakie lubił najbardziej. Swobodnie opadały na jej ramiona po czym znowu wznosiły się przy podmuchach wiatru. Miała piękne, czerwone, mocno zarysowane usta. Pamiętał jak słyszał, że kiedyś skarżyła się koleżance, że nauczyciele bez przerwy oskarżają ją w szkole o malowanie się, a ona nigdy nie miała kosmetyków w ręce. Ta dojrzała dziecinność w jej twarzy dodawała jej uroku. Wyglądała na trochę więcej niż 13 lat. Gdyby nie wiedział w jakim jest wieku dał by jej z pewnością 14, 15. Ale w jej dość poważnej, już prawie całkiem kobiecej twarzy ciągle zostawało coś z niewinnego dziecka, co strasznie w niej go pociągało. Poza twarzą kształty miała również już całkiem kobiece. Miała szerokie biodra, w sam raz biust, w ogóle jak na swój wiek i szczupłe, chociaż nie za chude nogi. Nick szybko opamiętał swoje myśli, kiedy zaczęły zachodzić za daleko. Nie miał prawa nawet fantazjować o tej trzynastolatce. Przecież to jeszcze dziecko, a w dodatku on miał dziewczynę. Chociaż… Ostatnio jakoś im się nie układało.
Chłopak nie wiedział ile stali tak na środku chodnika patrząc sobie w oczy, ocknął się dopiero, kiedy jakaś kobieta z bliźniakami w wózku, poprosiła ich uprzejmie, ale stanowczo, żeby się przesunęli.
-Idziemy do parku? – zasugerował chłopak.
Megan skinęła głową co potraktował jako zgodę. Powoli spacerowali po parku dalej się do siebie nie odzywając. Nick nie wiedział co mówić dlatego uchwycił się banalnego, bezsensownego tematu, który w sumie mógł doprowadzić do spięć pomiędzy nimi, ale naprawdę nie miał pojęcia co mówić. Pierwszy raz zabrakło mu języka w gębie przy dziewczynie. A właściwie to przy dziewczynce.
-Umm… Co tam u Drew? Bałem się, że jak wejdę na wasze podwórko to z miejsca strzeli mi kulkę w łeb, ale nic nie dostałem. Nie ma go na chacie?
Megan zaśmiała się, chociaż starała się zachować powagę.
-Pojechał z Rachel pod namiot.
Nick nie spodziewał się takiej odpowiedzi.
-Serio? Twój braciszek raczej nie należy do najgrzeczniejszych, co? Wasz tatuś nie obawiał się go puścić samego z dziewczyną? – zapytał badając wyraz twarzy dziewczyny.
Jej twarz stężała, ale nie z powodu, jakiego myślał.
-JEGO tatuś.
-Co?
-Jego. Nie ‘nasz’ – spojrzała mu twardo w oczy, a on aż odwrócił wzrok.
Jak mógł strzelić taką gafę? Przecież znał plotki o tym, że Meg nie jest córką Biebera, ale… Nigdy nie przyszło mu do głowy, że to prawda. Z drugiej strony od początku był przekonany, że taka idealna istota nie mogła powstać z DNA Justinka Bimberka. Ale na pewno nie sądził, że usłyszy to od Megan.
-Przepraszam – powiedział dalej nie patrząc jej w oczy.
-Nie szkodzi – odpowiedziała lekko wzruszając ramionami.
Nick od zawsze brał Megan za rozpieszczoną córkę Biebera, która tarza się w pieniądzach. Oczywiście dobrze wiedział i widział, że dzieci Justina wbrew wszystkim plotkom wcale nie są rozpieszczone. Drew może trochę za dużo się rzucał, ale ostatnio nawet nie nienawidził go jakoś szczególnie. Ale i tak miały z góry taką opinię. Meg wydawała mu się raczej odległym marzeniem, idealną dziewczyną, nie w jego wieku, a na dodatek i tak nie z jego półki, a tu bam. Idealna Megan, o której tylko w żartach mówił, że nie może być córką Biebsa stała się Megan, która… no właśnie? Która co? Za dużo pytań pojawiło się w jego głowie na temat tej kruchej, jak mu się zdawało dziewczyny. Kruchej, ale potrafiącej sobie poradzić prawie w każdej sytuacji. Przystosowanej przez świat do trudnego szkolnego i pozaszkolnego środowiska. Nick sam wychowywał się bez ojca. A właściwie z, ale mężczyzna, który mieszkał z nim, bratem i matką, nie był jego rodzonym ojcem. Dlatego poczuł niemal namacalną więź z Megan. On też nigdy nie mógł się pogodzić z zaistniałą sytuacją.
-Meg… Znasz swojego ojca? – zapytał niepewnie Nick, obawiając się trochę reakcji dziewczyny. Ta znowu spojrzała na swoje buty.
Megan miała dziwne wrażenie, że mogłaby porozmawiać z Nickiem o wszystkim. Nawet o najbardziej bolesnych sprawach, o ojcu o którym nie rozmawiała z nikim. Nawet z Jenn. Pop prostu… Obawiała się? Nie wiedziała dlaczego miała taką blokadę, jeśli w temat wchodził ojciec, ale ta nagle się zawaliła.
-Nie – odpowiedziała kręcąc głową i w wyrazie zdenerwowania przygryzła wargi.
Nick uśmiechnął się lekko. Nałogowe przygryzanie warg było cechą dziedziczną Bieberów. Widocznie odziedziczyła je po matce. Jak ona mogła mieć wcześniej na nazwisko? Widocznie u tych drugich przygryzanie warg też było w modzie.
-Rozmawiałam z nim kiedyś… - odezwała się dziewczyna, kiedy Nick myślał, że już niczego więcej na temat ojca nie powie – Zadzwonił złożyć mi życzenia na jedenaste urodziny – zrobiła chwilę pauzy – Nie miałam ochoty z nim rozmawiać i byłam dla niego oschła, obwiniając go bezgłośnie o te wszystkie lata przez które się nie odzywał. Jego głos wydał mi się przyjemny. Taki bliski… - zauważył, że w oczach Megan pojawiły się łzy, dlatego objął ją ramieniem, nie bardzo myśląc o konsekwencjach. W końcu mógł ich tu zobaczyć każdy, siedzących przytulonych na ławce, ale nikt tędy nie chodził… Przynajmniej Nick miał taką nadzieję – Ma na imię Matt – kontynuowała dziewczyna – Nie pamiętam nazwiska. Drew pokazał mi dał kiedyś jego zdjęcie. Porwałam je… - mówiła dalej, a po jej policzku spłynęła łza – Byłam zazdrosna o to, że Drew też był na tym zdjęciu. On go znał. Znał mojego ojca, a ja nie. To było nie sprawiedliwe – po policzku dziewczyny spłynęła kolejna łza, a Nick delikatnie ją otarł. Otworzyła się przed nim chociaż wcale nie musiała. Dlatego przytulił ją mocniej – Kiedy rozmawialiśmy, zapytałam go dlaczego nigdy nie przyjedzie mnie odwiedzić. On, odpowiedział, że mieszka daleko i nie chce mieszać się w nasze sprawy rodzinne. Chciała mu powiedzieć, że potrzebuję go najbardziej na świecie i duszę się w tej rodzinie, ale wykrzyczałam mu w furii, że wcale go nie potrzebuję i powiedziałam mu, żeby się pieprzył. Tak, dobrze to pamiętałam. Miała jedenaście lat i właśnie tymi słowami i spazmatycznym szlochem zakończyła się moja pierwsza i zarazem ostatnia rozmowa z ojcem – Meg z trudem powstrzymała szloch – Pewnie myśli, że jesteśmy idealną rodzinką. W ogóle go nie obchodzę, a to przecież mój ojciec – nie była w stanie dalej mówić, bo zaczęła płakać.
Nick totalnie nie wiedział co robić, dlatego posadził ją sobie na kolanach i przytulał gładząc włosy i delikatnie ocierając łzy z jej policzków.
-To na pewno nie tak, Meggy – powiedział czule.
Dziewczyna odkąd skończyła osiem lat nie pozwalała nikomu się tak nazywać, ale jemu zamierzała pozwolić. W jego ustach wszystko brzmiało idealnie.
-Nigdy z nikim o nim nie rozmawiałam, wiesz? Chciałam wymazać go ze swojej głowy, chciałam go zapomnieć, ale mi się nie udało, chociaż nigdy naprawdę go nie widziałam. Sama dowiedziałam się o tym, że nie jestem córką Biebera, nikt nie raczył mnie o tym poinformować… Któregoś dnia przez przypadek trafiły mi w ręce moje akta urodzenia i doznałam szoku… - na chwilę przerwała, żeby się uspokoić – Matt jest taki szczupły, wysoki, ma podobne do mnie oczy, a jego włosy są… blond. Tak. Jest blondynem.
Dziewczyna chyba powiedziała wszystko co wiedziała o ojcu, bo zamilkła i tylko wpatrywała się zaczerwionymi od płaczu oczami w Nicka.
Chłopak ostrożnie pogładził dłonią jej policzek.
-Wiem co czujesz, śliczna – powiedział, a do dziewczyny nagle dotarło, że siedzi mu na kolanach, dlatego lekko zawstydzona zsunęła się z nich, ale Nick nadal ją obejmował – Mój tak zwany ojciec zniknął z mojego życia, jak byłem jeszcze za mały, żeby go pamiętać. Ponoć próbował utopić mnie w wannie, kiedy nie chciałem z niej wyjść, a później dotkliwie pobił mamę… - chłopaka przeszedł nieprzyjemny dreszcz. On też nigdy z nikim nie rozmawiał o ojcu, oprócz jednego, jedynego razu, kiedy spytał o niego mamę. Od razu tego pożałował – Był pijakiem i ćpunem. Zaczęło się to jak stracił pracę, a później było coraz gorzej. Teraz siedzi sobie w więzieniu, gdzieś w Nowym Jorku.
Oczy dziewczyny zrobiły się szerokie jak spodki.
Nic nie powiedziała tylko przytuliła go mocno. To był pierwszy taki ruch z jej strony i chłopak poczuł się dzięki temu bardzo przyjemnie. W zasadzie wcale nie zdradzał swojej dziewczyny… Po prostu pocieszał się nawzajem z Meg… A przynajmniej tak sobie wmawiał.
-Czyli wygląda na to, że oboje mamy ciekawe przeżycia związane z ojcami – odezwała się w końcu Megan uśmiechając się cierpko.
Siedzieli jeszcze przez jakiś czas na ławce, później zaczęli znowu spacerować. Bez przerwy rozmawiali. Nagle tematy nie przestawały się kończyć. Meg wyszła z domu koło 10:00, a wróciła po 19:00. Jenn dzwoniła do niej kilka razy, ale nie odbierała. Kiedy dziewczyna wróciła do domu i rodzicielka zobaczyła ją tak szczęśliwą jak nigdy, powiedziała tylko, że mogłaby czasem odebrać i poinformować gdzie jest, bo się o nią martwi, a ta zarzuciła jej ręce na szyję i całując w policzek obiecała, że już zawsze będzie. To już totalnie  zwaliło Jenn z nóg.


-Cześć pedale – Drew odebrał, ale nie znał numeru wyświetlającego mu się na ekranie iPhone’a. Głos też mu jakoś za dużo nie mówił, ale wydawał się znajomy.
-Hmm?
-Tu Nick.
Bieber się skrzywił, ale dzięki temu co zdarzyło się na imprezie, temu, że Nick pomógł mu uratować Meg nie rozłączył się.
-Czego? – warknął Drew.
-Nie dzwonię do ciebie debilu, żeby się wyżywać, kłócić czy tym podobne. Chodzi o Megan.
-Co z nią? – zaniepokoił się młody Bieber.
-Nic… A właściwie… Słuchaj…
-Rany, powiedz wreszcie o co ci chodzi – jęknął zniecierpliwiony Drew.
-Chodzi o jej ojca.
Biebera zamurowało.
-Zabrakło ci języka w gębie? – zapytał Nick – Matt. Nazywa się Matt, prawda? Wiesz, że Meg strasznie przez niego cierpi?
Drew nadal nie potrafił wydobyć z siebie słowa.
-Skąd o nim wiesz? – wydusił wreszcie.
-Od niej. Mówiła, że ty go znałeś. Myślisz, że jest jakiś sposób, żeby się spotkali, czy coś?
-Skąd nagle u ciebie takie zainteresowanie osobą mojej siostry? Nie masz dziewczyny?
-Niby mam, ale…
-Jeśli skrzywdzisz Meg, to…
-Dobra, wiem, wiem. Ale nie chce jej krzywdzić Drew. W tej sprawie naprawdę możesz mi zaufać. Przynajmniej spróbuj. Jest jakiś sposób, czy nie?
Chłopak chwilę nie odpowiadał… Jeśli Meg powierzyła Nickowi taką tajemnicę, to miał nadzieję, że miała powody ku temu, żeby mu zaufać.
-Słuchaj. To jest tak, że on mieszka gdzieś w Londynie. Spotkałem go jak byłem na początku wakacje z Rachy u jej ciotki. I wybierał się właśnie do Kanady, w te okolice, zamierzał spotkać się z moją mamą i myślę, że zarazem ze Meg. Miałem wracać z nim, ale sprawy potoczyły się trochę inaczej niż planowałem… Przyjechała ‘ukochana’ kuzyneczka i musiałem wracać wcześniej. Z tego co pamiętam on miał wracać trzydziestego. Jutro jest trzydziesty, nie?
-Taa. Serio mówisz? – zapytał zszokowany Nick.
-Pewnie, że serio. Z tego całego jego przyjazdu to obawiam się tylko tego jak zareaguje mój ojciec i czy nie wybuchnie mała wojna domowa. Wiesz co? Jak się już tak angażujesz w sprawy mojej siostry, to może chcesz mi pomóc?
-W...?
-Zupełnie wyleciał mi z głowy przyjazd Matta, nie podziękuję ci, bo jesteśmy wrogami, ale uznajmy, że jestem całkiem zadowolony, że mi przypomniałeś. Zazwyczaj nie wchodzę układ z takimi debilami jak ty, ale myślę, że mógłbyś być przydatny w utrzymaniu mojego taty z dala od domu przez cały dzień.
-Niby jak?
-Wtajemniczę cię jak wrócę, Nicky.
-Nicky? – zapytał zażenowany – Dobrze, Zjeberku.
-Ciota.
-Pedał.
-Jprdl. W co ja się pakuję. Wracam dziś o… to zależy.
-Od?
-Nie twoja sprawa, Nikusiu.
-Zamierzasz pieprzyć się z Rach do nieprzytomności?
-Tak – powiedział Drew, ciekawy reakcji Nicka – A jeśli ty spróbowałbyś kiedyś tego z moją siostrą, powieszę cię za jaja.
-Twoja siostra ma 13 lat.
-Właśnie dlatego bym to zrobił. A więc, dobrze ci radzę, nie próbuj się posuwać do niczego za co mógłbym cię zabić.
-Zjeber, ja serio nie chcę jej nic zrobić. Twoja siostra jest cudowna. Widać, że nie z krwi Zjeberów.
-Zajebiście – warknął Drew – Uważaj, bo doniosę twojej laseczce, że kręcisz z Meg.
-A ja powiem co zamierzasz robić z Rachel.
-A co jak się nie przyznam?
-A co jak ja się nie przyznam?
-Dreeew – Nick usłyszał w tle słuchawki zażenowany głos dziewczyny – Słucham twojej rozmowy od jakiejś minuty i jest ona na poziomie czterolatka, tylko, że z wulgaryzmami. Czy mógłbyś łaskawie się ogarnąć albo ją zakończyć?
-Laska cię strofuję słyszę – zarechotał Nick.
-Po prostu się niecierpliwi – odgryzł się Jus – O 18:00, w parku.
-Zgoda.
Młody Bieber się rozłączył.
-Z kim rozmawiałeś? – Rachel spojrzała podejrzliwie na Drewa.
-Z Nickiem – skrzywił się chłopak, niemal wypluwając to imię – Chyba zabujał się w mojej siostrze.
-Serio? – zdziwiła się Rachy – Tak jak ona w nim? Brzmi groźnie.
Drew uśmiechnął się krzywo.
-A dlaczego umówiłeś się z nim o 18:00?
-Muszę odciągnąć pana gwiazdę Biebera od domu, a on może przydać się do pomocy…
Rachel miała wyraz wielkiego zdziwienia na twarzy, ale w końcu przypomniała sobie zajścia w sklepie w Londynie.
-Matt przyjeżdża, tak? – bardziej stwierdziła niż zapytała.

_____________________
Przepraszam za wszystkie błędy.