poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 25

  Drew przeszedł masę badań, które sprawdzały jego kondycję fizyczną, stan zdrowia i mnóstwo rzeczy, które według niego nie miały kompletnego znaczenia. Z tego, co mówiła niska, chuda kobieta, co pięć sekund pociągająca nosem i poprawiająca okrągłe okulary, o wiele za duże na jej malutkiej twarzy, większość z jego wyników było dobrych. Oprócz poziomu agresji, który według niej był nadprzeciętny.
-Chyba sobie pani kpi – parsknął chłopak – Nie znam bardziej spokojnego człowieka ode mnie.
Nie odpowiedziała tylko zmierzyła go zdystansowany spojrzeniem.
-Cóż… - zaczęła swoim piskliwym głosem i pociągnęła nosem – Obserwacje moje, pana dyrektora i policjantów mówią co innego.
Drew wywrócił oczami z bezczelnym uśmiechem.
-Przykro mi to mówić, ale – pociągnięcie nosem – Wykazujesz zbyt wiele agresji, żebyśmy mogli zostawić cię bez nadzoru, więc - pociągnięcie nosem, poprawienie okularów – Założymy ci na rękę bordową bransoletę, która będzie informować innych o tym, że jesteś – pociągnięcie nosem – niebezpieczny.
-Yyy, nie – powiedział Drew, cofając się od kobiety – Nie gustuję w biżuterii. Poza tym… nie jestem... niebezpieczny – uśmiechnął się najbardziej przekonująco, jak tylko był w stanie.
-Przykro mi – pociągnięcie nosem – Jeśli się poprawisz, niewykluczone, że za jakiś czas zostanie ci zdjęta.
-Będę grzeczny, obiecuję. Nie chcę tego – mówił chłopak.
-John! – zawołała swoim skrzekliwym głosem, a Drew automatycznie zaczął się rozglądać za drogą ucieczki.
-Tak? Czy ten dzieciak znowu sprawia problemy, Karen? – ochroniarz momentalnie pojawił się w pomieszczeniu.
-Ja? Nigdy, John – Drew uśmiechnął się niewinnie.
-Ile razy mam ci powtarzać, że nie masz prawa mówić do mnie po imieniu?! – warknął ochroniarz.
-Mówienie o mnie ‘ten dzieciak’ też nie jest za uprzejme, nie uważasz? – zapytał tonem, jakby ganił małe dziecko.
-Kurwa, Bieber, nie wydostaniesz się stąd przez najbliższe lata, nawet na minutę. Z tym zachowaniem za nic nie dostaniesz przepustki – powiedział ostro mężczyzna.
Drew przełknął ślinę.
-Nie dacie mi przepustki? Za zachowanie? – zapytał powoli.
-Nie inaczej. A teraz zakładaj tę cholerną bransoletkę – rozkazał.
Drew posłał mu złe spojrzenie i z niezadowoleniem wymalowanym na twarzy, pozwolił Karen założyć sobie na rękę bordową bransoletę.
-A teraz włosy – powiedziała pociągając nosem.
-Nie ma mowy – zrobił krok do tyłu.
-Ależ jest, Bieber – odezwał się gliniarz, z wyraźną satysfakcją w głosie.
-Nikt nie dotknie moich włosów – powiedział twardo.
-A ty co? Panienka? – zarechotał John – Bądź mężczyzną, Drew.
Chłopak posłał mu nienawistne spojrzenie, jednocześnie rozmyślając, jakby tu ominąć policjanta i wybiec na zewnątrz.
-Nawet o tym nie myśl. Wiesz, że i tak cię złapiemy i będzie tylko gorzej – powiedział policjant, odgadując myśli młodego Biebera.
Chłopak westchnął, włożył końcówki dłoni do kieszeni przetartych jeansów i opuścił głowę.
-Będę wyglądał jak debil – mruknął.
-Już tak wyglądasz – usłyszał znajomy głos.
Uniósł głowę i jego wzrok napotkał rozbawione spojrzenie Caroline.
-Co tu robisz, śliczna? – zapytał, uśmiechając się lekko – Tatuś, nie wyraził się jasno, że nie chce, żebyś się obok mnie kręciła?
Caroline uśmiechnęła się cwaniacko.
-Nie – opowiedziała – A tak nawiasem mówiąc, wcale nie wiedziałam, że tu jesteś – jej wyraz twarzy mówił coś zupełnie innego. Przeniosła wzrok na niską kobietę – Karen, tata prosił, żebyś na chwilę się u niego zjawiła.
Kobieta pociągnęła nosem, skinęła głową i wyszła, prosząc policjanta, żeby przypilnował Drew, dopóki nie wróci.
-Co ty właściwie robisz? – zapytał chłopak bezdźwięcznie poruszając ustami, wpatrując się w Carol.
-Ratuje twoje włosy – odpowiedziała tym samym sposobem.
Drew uśmiechnął się szeroko.


Megan wyszła ze swojego pokoju, w którym mieszkała u Matta i skierowała swoje kroki do wyjścia.
-Zjesz coś? – zawołał do niej ojciec z salonu.
-Nie. Pójdę się przejść – odpowiedziała krótko i wyszła na zewnątrz pierwszy raz od kilku dni.
Zaczerpnęła haust powietrza.
Nie wyczuła w nim nic innego oprócz cholernych spalin, co ją zirytowało.
Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że w ostatnich dniach irytowało ją niemal wszystko.
Ruszyła przed siebie w nieznanym sobie kierunku.
Nie obchodziło ją czy się zgubi.
W ostatnich dniach nie obchodziło jej zupełnie nic.
Kiedy usłyszała, jak dwóch chłopaków obok których przeszła, gwiżdżą na jej widok, bezceremonialnie pokazała im środkowy palec.
-Drapieżna – usłyszała za sobą głos jednego z nich.
Wywróciła oczami i zdała sobie sprawę jak bardzo zmieniło ją to parę dni.
Wzruszyła mentalnie ramionami.
Życie zmienia.


-Tak? – kiedy Drew usłyszał w słuchawce znajomy głos, chciało mi się skakać ze szczęścia.
-Hej, śliczna – powiedział ciepłym głosem i pokazał gestem policjantowi, żeby się odsunął.
Ten niechętnie, przesunął się o paręnaście centymetrów.
Drew wywrócił oczami mówiąc bezgłośnie, sarkastyczne ‘dzięki’.
-Drew? – zapytała zaskoczona Rachel.
-We własnej osobie. Mogę wykonywać jeden telefon co tydzień i mam 5 minut. To się nagadamy – westchnął głęboko – Tęsknię za tobą, kochanie..
-Ja za tobą też – powiedziała smutno dziewczyna – Słuchaj, Drew… Musimy… - przez chwilę się nie odzywała - Moi rodzice mówią, że…
-Jak mi powiesz, że te koniec, to się zabiję i tak nie mam co tu robić – przerwał jej – A gdzie ‘och, Drew, obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz’?? – zakpił, sarkastycznie udając jej głos.
-Drew…
-Co? – warknął.
-Po prostu… tyle się ostatnio zdarzyło i…
-I co?? Powiedz mi kurwa co???
-Drew, to nie takie proste jak ci się wydaje…
-Żadna pieprzona rzecz na tym świecie nigdy nie wydawała mi się prosta, Rachel – wycedził – Wiesz, że to, że Greg nie żyje, było przypadkiem. Wiesz, że kocham cię, jak idiota.
-Drew… Ja nie mogę dłużej z tobą być… To nie zależy wyłącznie ode mnie – mówiła Rachel, drżącym głosem.
-Tak? – zakpił – A od kogo? Masz swój mózg, a to wolny kraj, Rachy – ostro podkreślił ostatnie słowo – Chcesz mi powiedzieć, że zrywasz ze mną przez telefon, bo nie możesz podtrzymywać mnie przy życiu nawet z litości i raz w pieprzonym tygodniu mówić, że mnie kochasz?! 5 minut Rachel!!
-Czy ty się słyszysz, Drew? – zapytała dziewczyna drżącym głosem – Nie jesteś sobą. Nie mogłabym cię oszukiwać, a nie chcę zatrzymywać swojego życia uczuciowego na parę lat, bo muszę być wierna tobie. Potrzebuję bliskości, wiesz? A ty mi jej nie dasz, bo praktycznie nie będziemy się widzieć.
-I tak bym się nie dowiedział, że mnie zdradzasz – sapnął.
-Drew, ja…
Chłopak usłyszał trzaśnięcie w słuchawce i informację, że jego 5 minut właśnie dobiegło końca.
Drew z całej siły odłożył telefon i z jeszcze większą siłą uderzył lewą pięścią w ścianę, zaraz poleciała prawa i znowu lewa i prawi i lewa i prawa.
-Stop! – policjant odciągnął nabuzowanego, wyrywającego się Drew od ściany. Trzymał go mocno, dopóki ten choć trochę się nie uspokoił - Słuchaj, Drew – zaczął spokojnym tonem - Wbrew pozorom, to jeszcze nie koniec świata – powiedział mężczyzna.
Chłopak zmarszczył brwi. Nie znał go, ale chociaż wydał mu się w miarę przyjazny, nienawidził psów.
-Dla mnie tak – powiedział ostro.
-Odsiedzisz tu jakiś czas. Dobrze się zachowuj, to kto wie i może za  2 miesiące zdejmą ci tę bransoletę i rodzina będzie mogła odwiedzać cię nawet co weekend. Może nawet dostaniesz przepustkę – mówił policjant.
Chłopak opuścił głowę i zaczął wpatrywać się w podłogę.
-Kto powiedział, że mam jeszcze do czego wracać?
-Jesteś silnym chłopakiem, Drew. Poradzisz sobie ze wszystkim. Zaufaj, z czasem wszystko się ułoży – mówił.
Młody Bieber uniósł z powrotem spojrzenie na policjanta.
-Gadanie – sapnął.
-Twoje nastawienie, twój wybór – odpowiedział mężczyzna.
-A jakie ono kurwa może być?! – krzyknął Drew – Przypadkiem spowodowałem śmierć, muszę tu za to gnić, rodzina dziwnie na mnie patrzy, dziewczyna mnie rzuca… siostra nienawidzi…
-Rozumiem cię, chłopcze, ale niczego nie odwrócisz. Możesz jedynie zacząć od nowa – Drew chciał mu przerwać, ale mężczyzna na to nie pozwolił – Po prostu to przemyśl.
Policjant zaprowadził Drew do jego tymczasowego pokoju-celi. Kiedy mężczyzna otworzył przed nimi drzwi, jego oczom ukazało się parunastu chłopców mniej więcej w jego wieku, siedzących lub leżących na łóżkach. Część z nich siedziało na podłodze i grało w karty, ale w momencie, kiedy pojawili się w drzwiach, wszystkie spojrzenia skierowały się w ich stronę.
-Chłopaki, to jest Drew – oznajmił policjant – Przyjmijcie go ciepło.
Drew usłyszał kilka parsknięć, ale odważnie wszedł do środka z cierpkim uśmiechem na ustach.
Mężczyzna zamknął za sobą drzwi, a młody Bieber uświadomił się, że w ogóle nie czuje strachu, chociaż prawdopodobnie powinien.
Stał tak po środku pomieszczenia, spokojnie lustrując wszystkich po kolei.
Nie wszyscy mieli wygolone głowy. Chłopak zastanawiał się czy to ich również Caroline wzięła pod swoje skrzydła, czy po prostu włosy zdążyły im odrosnąć.
Jego spojrzenie zatrzymało się na ogromnym chłopaku, który próbował zmiażdżyć go wzrokiem.
-Co się gapisz, cieciu? – warknął olbrzym.
-A nic, przypominasz mi kogoś – powiedział Drew, z rozbawionym uśmiechem.
-Kogo? Twój senny koszmar? – wyszczerzył pożółkłe zęby.
-Nieee – Drew nie przestawał się uśmiechać – kuzynkę.
Oprych zerwał się z miejsca i w jednej sekundzie stał naprzeciwko Drew, mierząc go mrożącym krew w żyłach spojrzeniem.
-Powtórz – warknął na skraju wybuchu.
-Ej, koleś nie chciałem cię obrazić – zaśmiał się – Moja kuzynka jest całkiem seksowna.
Pięść chłopaka w jednym momencie z dużą siły wylądowała na ustach Biebera.
Drew spojrzał na górującego nad nim wielkością idiotę.
Potarł szczękę, pokręcił głową z uśmiechem nie wróżącym niczego dobrego, zamachnął się i oddał kolesiowi cios. Trafił w nos. Usłyszał skrzypnięcie kości, a z nosa polała się krew.
-Mike, on ma bordową bransoletę. Nie ryzykowałbym – Drew usłyszał głos gdzieś zza siebie.
W oczach olbrzyma na ułamek sekundy zabłysł lęk.
Kiedy Drew patrzył na niego, próbującego zatamować rękami krwotok z nosa nawet zrobiło mu się go szkoda, dopóki nie poczuł metalicznego smaku na swojej wardze. Oblizał ją.
-Rozciąłeś mi wargę – powiedział niezadowolony.
-A ty złamałeś mi nos – warknął Mike.
Drew wzruszył ramionami.
-Myślałeś, że ci nie oddam?


Kroki Megan pokierowały ją w stronę tętniącego życiem klubu.
Głośna muzyka, taniec i alkohol, to coś czego w tym momencie potrzebowała najbardziej na świecie.
Nigdy nie była pijana, ale dziś miała zamiar być. Pozostał jej tylko problem, przedostania się do klubu, bez dowodu osobistego.
Nie stanęła w kolejce i pomimo protestów ludzi przedarła się do bramkarza.
-Czego chcesz, dzieciaku? - zakpił, ale wyraźnie zauważyła jak łakomie zlustrował ją wzrokiem od góry do dołu i z powrotem.
-Jest pewna sprawa... - zaczęła krzywiąc się przepraszająco - W środku jest mój brat. Rodziców nie ma w domu, a ten idiota wziął dziś mój klucz i nie mam, jak wrócić... Wpuścisz mnie na minutkę?
-Nie możesz zadzwonić, żeby wyszedł? Nie wydaje mi się, żeby łatwo było kogokolwiek tam znaleźć - odpowiedział, ale wyglądało na to, że połknął haczyk.
-Nie wziął ze sobą telefonu, nie słyszy albo umyślnie nie odbiera... - wytłumaczyła.
Facet westchnął, machnął ręką i pozwolił jej wejść ku oburzeniu większości kolejki.
-Wrócę, jak tylko go znajdę - obiecała.
Kiedy tylko przekroczyła próg klubu na jej ustach pojawił się szeroki, zwycięski uśmiech.

_________________
;)

poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 24

Megan spojrzała w lustro, a następnie na czarną kredkę, którą trzymała w ręce, potem znów na lustro i zaraz z powrotem na kredkę.
Kiedy znów uniosła wzrok na swoje odbicie, zmarszczyła brwi.
Tylko ciemno pomalowałam oczy, a wyglądam jak nie ja – pomyślała i uśmiechnęła się wyzywająco do siebie w lustrze – Chyba o to mi chodziło.
Pociągnęła swoje usta ciemnoczerwoną szminką, po czym wyszła z łazienki i skierowała się do szafki, w której trzymała swoje ubrania u Matta.
Wyciągnęła z niej czarną bokserkę i szare, obcisłe rurki. Do tego wyszukała czarne botki z ćwiekami.
Spojrzała w lustro znajdujące się w pokoju, który chwilowo należał do niej i pokazała środkowy palec swojemu odbiciu.
-Nikt już nigdy, na tym cholernym świecie mnie nie zrani – wycedziła do swojego odbicia.

Drew pewnym krokiem wszedł do ośrodka poprawczego, prowadzony przez policjanta, który przestał go popychać dopiero w momencie, kiedy chłopak wrzasnął, że jego ojcem jest Justin Bieber i jeśli nie przestanie, to go zgłosi, a mając pieniądze wygra sprawę.
Policjant sapał ze złości, ale Drew to nie przeszkadzało. Uśmiechał się z rozbawieniem i jeszcze czymś co w ostatnich dniach pokazała jego natura. Zaciętością.
Kiedy tylko weszli na teren placówki, chłopcy w przeróżnym wieku posyłali mu wrogie spojrzenia.
On odpowiadał bezczelnym uśmiechem i wysoko uniesioną głową.
W końcu dotarli do czegoś, co prawdopodobnie było gabinetem dyrektora.
Drew został tam wepchnięty.
Posłał mrożące krew w żyłach spojrzenie policjantowi.
-Drew Bieber? – zapytała szczupła, drobna dziewczyna, na pierwszy rzut oka, wiekiem niekoniecznie przekraczająca dwudziestkę.
Chłopak zmarszczył brwi. Niemożliwe, żeby taka dobra laska była dyrektorką.
-Ach, tak – zaśmiała się – Nie, nie jestem dyrektorem tej placówki – znowu się roześmiała, zdając sobie sprawę, że chłopak serio tak pomyślał – Po prostu przyszłam tu porozmawiać z ojcem, a on musiał na chwilę pilnie wyjść i poprosił, żebym cię przyjęła, gdybyś się pojawił, ponieważ na ciebie czeka.
-Uhm – odpowiedział chłopak – Dlaczego wyszedł?
Policjant zdzielił go po głowie.
-Nie ty zadajesz pytanie! – krzyknął.
-Nie dotykaj moich włosów – warknął młody Bieber, w odpowiedzi.
Dziewczyna się roześmiała.
-Wiesz, że będziesz musiał je ściąć? – zapytała.
-Nie zetnę – powiedział z rozbawieniem i pewnością w głosie – Nie ma mowy. Nie są długie.
-Takie reguły – wzruszyła ramionami.
-A nie mogłabyś powiedzieć tatusiowi, że bardzo ci się podobają i prosisz, żeby mi je zostawił? – zapytał, uśmiechając się cwaniacko.
Znowu dostał od policjanta.
-Kurwa, nie dotykaj mnie!! Już ci mówiłem!! – huknął.
Rozbawiona dziewczyna przyglądała się całej sytuacji.
-Czy ty próbujesz ze mną flirtować? – zapytała.
-Tak, jeśli ocalisz moje włosy – powiedział seksownym głosem.
Znowu się zaśmiała.
-Myślę, że możesz już go tu zostawić. Przypilnuję go dopóki nie przyjdzie tata – dziewczyna odezwała się do gliny.
-On jest niebezpieczny – powiedział policjant.
-Nie boję się – uśmiechnęła się łobuzersko i spojrzała na chłopaka, który odwzajemnił uśmiech.
Stanowczo podobał jej się ten bezczelny dzieciak. Był inny od wszystkich, jakich kiedykolwiek poznała. Na dodatek pokrewieństwo z Bieberem stanowczo dodawało mu atrakcyjności.
-Nie mogę, przykro mi – odpowiedział twardo policjant – Odpowiadałbym za to, gdyby coś ci się stało.
Dziewczyna westchnęła.
-Sama umiem o siebie zadbać, James – powiedziała uśmiechając się kokieteryjnie.
Czuła na sobie intensywne spojrzenie Drew.
Policjant pokręcił przecząco głową.
-Jesteś taki śliczny – dziewczyna odezwała się do młodego Biebera - Masz pecha, że przez najbliższe lata, najprawdopodobniej nie dotkniesz żadnej dziewczyny – westchnęła.
-A ty? Często tu przychodzisz? – zapytał uśmiechając się bezczelnie, rozbierając ją wzrokiem.
Uchylił się przed kolejnym ciosem policjanta.
-Widzę jak na nią patrzysz – powiedział rozbawionym tonem do gliny - Sam byś ją chętnie posunął, więc nie bij mnie za głośne wypowiadanie swoich myśli.
Dziewczyna uniosła zażenowana brwi, a policjant właśnie szykował się do wyjęcia paralizatora zza paska.
-Ejejejejejej – Drew uniósł dłonie w obronnym geście – Nie przesadzajmy, nie chciałem… - poczuł paraliżujące ukłucie bólu i padł na ziemię.
-Nie boli – jęknął.
Usłyszał dźwięczny śmiech dziewczyny.
-Tylko spróbuj go jeszcze raz tknąć – spojrzała złym wzrokiem na Jamesa.
-Ale…
-Tylko spróbuj, a sama tym w ciebie strzelę! – krzyknęła, podeszła i przykucnęła przy kulącym się z bólu chłopaku.
-Zepsuł ci fryzurę – powiedziała z udawanym żalem.
-Nie wyczuwam współczucia w twoim głosie, skarbie – powiedział ciężko oddychając.
-Nie mów tak do niej! – krzyknął policjant.
-A jak mam kurwa mówić, jak się nie przedstawiła?! – krzyknął i skulił się, bojąc się kolejnego ciosu.
Ten na szczęście nie nastąpił.
Zdziwiła go cisza.
Skierował spojrzenie w stronę drzwi i spojrzał na wielkiego mężczyznę, który w nich stanął.
-Dobry – przywitał się Drew.
-Dopiero przyszedłeś i już sprawiasz kłopoty, Bieber? – warknął.
-Skąd taki pomysł? Po prostu postanowiłem się zdrzemnąć na podłodze – odpowiedział Drew i wyłapał, że dziewczyna z trudem powstrzymuje śmiech – Ma pan piękną córkę – powiedział.
-Wiem – odpowiedział – Ale na takich jak ty, nawet nie spojrzy.
Drew uśmiechnął się łobuzersko.
Oj, gdyby tylko wiedział… Nawet on wyłapał niegrzeczną naturę tej dziewczyny, a znał ją parę minut.
-Co się szczerzysz idioto?! – wrzasnął dyrektor – Wstawaj!!
-Ale…
-Wstawaj, bo dostaniesz jeszcze raz! – dla potwierdzenia prawdziwości swojej groźby wyrwał paralizator policjantowi.
Drew natychmiast zerwał się z miejsca.
-Ostrożnie z tym – poprosił.
Dziewczyna znowu uśmiechnęła się rozbawiona.
Drew skierował do niej cwaniacki uśmiech.
-Caroline, wyjdź – powiedział dyrektor.
Caroline…
-Ale tato…
-Wyjdź. Później pogadamy. Teraz jestem zajęty.
-Ale…
-WYJDŹ! – krzyknął, a dziewczyna wywracając oczami skierowała się do drzwi.
Drew obrócił się za nią, ale dostał paralizatorem.
-Ja pierdolę – sapnął, znowu znajdując się na brudnej podłodze.
-I tak się stanie znowu, jak po raz kolejny na nią spojrzysz!
-A jak przelecę ją bez patrzenia?
Kolejny strzał pozbawił Drew przytomności.

________________________________
Hmm... Trochę się u nich pozmieniało.. xd

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział 23

-Drew Bieber. 16 lat. Za nieumyślne spowodowanie śmierci osiemnastoletniego Grega Hale’a zostaje skazany na 2 lata pobytu w zakładzie karnym, bez możliwości opuszczenia go przed wyznaczonym terminem. Koniec rozprawy – w momencie uderzenia, oznajmiającego zakończenie rozprawy, Drew poczuł jak wali mu się cały świat.
Nie wstał, podczas opuszczenia sali rozpraw przez sędziego, dopóki jego obrońca nie dał mu kuksańca, który po części przywrócił go do rzeczywistości. Podniósł się z miejsca, podtrzymując się stolika, w obawie, że nie utrzymają go nogi.
MORDERCA. To słowo bez przerwy wirowało mu w głowie.
2 lata w poprawczaku?
Czując się, jak w najgorszym koszmarze, Drew zaczął kierować się ku wyjściu z sali rozpraw. Panicznie potrzebował powietrza.
Powinienem się cieszyć, prawda? – mówił do siebie w duchu – Największy idiota na świecie nie żyje, a ja dostałem tylko 2 lata, bo mój ojciec jest sławny.
Chociaż próbował sobie wmówić, że to nic takiego, nie potrafił siebie oszukać.
Był cholernie przerażony i załamany śmiercią kolegi.
Przecież Greg miał jeszcze tyle przed sobą… Parszywego, co prawda, życia, ale jednak.
Chłopak nagle rzucił się biegiem i wypadł z budynku, nie zważając na wołanie kogokolwiek.
Chciał się stąd wydostać, chociaż na chwilę. Nie czuć na sobie tych wszystkich spojrzeń, nie musieć bez przerwy odpowiadać na te cholerne pytania.
Biegł przed siebie, dopóki całkowicie nie stracił oddechu.
Nie miał pojęcia gdzie się teraz znajdował, ale był sam i właśnie o to mu chodziło.
Wbiegł do opuszczonej części, nieznanego mu parku.
Miał ochotę wrzeszczeć, płakać, umrzeć, zabijać.
Oparł się o drzewo i zsunął się po nim.
Skulił się i tępym wzrokiem patrzył w przestrzeń.
W takim stanie znalazł go Justin, dwie godziny później.
-Dlaczego uciekłeś? – zapytał delikatnie ojciec.
Drew się skrzywił. Ten ton słyszał od niemal każdej z bliskich osób. Nienawidził tego. Czuł się przez to jeszcze gorzej, bo zdawał sobie sprawę, że przez długi czas, nic nie wróci do normalności. O ile w ogóle.
-Chciałem pomyśleć. Nie miałem na to wcześniej, ani sekundy. Nie pozwalacie mi zostać samemu. Ciągle pytania psów i ta pieprzona ostrożność w waszym głosie – powiedział ostro chłopak, nie patrząc na Justina.
-I jak? Przemyślałeś, to co chciałeś? – zapytał Bieber, ignorując drugą cześć wypowiedzi syna.
Drew pokręcił przecząco głową, nie odrywając wzroku, od tylko sobie wiadomego punktu.
-Nie. Siedziałem tu i siedziałem, a w mojej głowie kompletna pustka – odpowiedział.
-To nic dziwnego, Drew. Twoja podświadomość wypiera…
-Zamknij się – warknął chłopak, przerywając ojcu – Nie pierdol, jakbyś coś wiedział. Nie zabiłeś nigdy nikogo.
Dziwna cisza ze strony Justina, przyciągnęła uwagę chłopaka.
Spojrzał na ojca, który przestąpił z nogi na nogę.
-Nie zrobiłeś tego celowo, synku – odezwał się w końcu, a Drew świdrował Biebera spojrzeniem, od którego Jusa przeszły ciarki.
-Zabiłeś kogoś? – zapytał rozbawiony chłopak z przerażającą nutą w głosie.
-Dlaczego o to pytasz? – zapytał Justin, marszcząc brwi.
Drew wzruszył ramionami.
-Bo tak jakoś dziwnie…
Nie skończył wypowiedzi, ponieważ zbliżył się do nich funkcjonariusz policji.
Chłopak jęknął w duchu.
Jego ulubiony.
Łysa, gruba, mała, pała.
Dokładnie tak według niego wyglądał ów człowiek.
-Bieber, wstawaj – warknął.
Drew wywrócił oczami.
-Bo?
-Wstawaj!! – wrzasnął policjant.
Chłopak westchnął i podniósł się z ociągnięciem, otrzepując spodnie.
-Tak? – uśmiechnął się uroczo.
-Nie udało ci się TO, Bieber – Mała Pała zwrócił się tym razem do Justina, wskazując głową na Drew.
-Ja się nie udałem? – Drew parsknął śmiechem – Kiedy ostatnio patrzył pan w lustro?
Gliniarz złapał chłopaka za kołnierz i przycisnął go drzewa.
-Gówniarzu… - zaczął.
-Nie wydaje mi się, żeby miał mnie pan, kurwa, prawo obrażać – warknął chłopak.
-Drew! – upomniał go Justin.
-No co?? – spytał zirytowany chłopak – Też uważasz, że ci się nie udałem??? - zapytał ojca, uśmiechając się okropnie - Moja dziewczyna, kiedy jęczy pode mną, tak nie uważa… A pan? – zwrócił się do gliniarza - Ma pan dziewczynę? – spojrzał policjantowi w oczy, uśmiechając się bezczelnie, a ten wcisnął mu pięść w brzuch, tak, że chłopak stracił oddech.
-Coś mi się wydaje, szczylu, że twoja dziewczyna będzie musiała znaleźć sobie nowego chłopaka, kiedy ty będziesz siedział w poprawczaku – uśmiechnął się paskudnie i odciągnął Drew od drzewa po czym popchnął go tak, że nastolatek zatoczył się i upadł.
-Ale jesteś ciotą, Bieber! – krzyknął Drew w stronę ojca – Masz totalnie w dupie, co ten koleś ze mną robi.
-Drew. Uspokój się – powiedział Justin, niemal błagalnym tonem.
-Jesteś beznadziejny – Drew niemal wypluł te słowa. Podniósł się z ziemi i odepchnął rękę policjanta – Sam będę iść – warknął.
Chłopak zauważył przepraszające spojrzenie Justina w stronę funkcjonariusza policji.
Dzięki, zawsze stajesz po mojej stronie, tato - pomyślał sarkastycznie.


Megan na zmianę płakała i spała. 
Nie jadła, nie podnosiła się z łóżka.
Bez przerwy łomotała się jej w głowie ostatnia rozmowa przez telefon z Nickiem, która przełamała jej serce i życie na pół.
„-Hej, Nick, jak tam? - odezwała się, uśmiechając się do telefonu.
-Mój brat nie żyje - odpowiedział pustym głosem.
Megan poczuła jakby spadała z dwudziestego piętra.
-J..j..jak to? - zająknęła się.
-Tak to, śliczna - powiedział z jadem w głosie - Twój pierdolony braciszek go zabił.
-Nie. Wcale nie - powiedziała panicznie - To niemożliwe.
Nick zaśmiał się przerażająco.
-Serio???? 
-Nie zabił go!! - wrzasnęła do słuchawki, a z jej oczu zaczęły spływać łzy.
Cała zaczęła się trząść z przerażenia i szoku.
-A jednak - powiedział Nick, nienawistnym tonem - To koniec między nami, Meggy. Przykro mi.
-Ale.... - zaczęła.
-Koniec - powiedział ostro.
-Nie jestem moim bratem!!! - wrzasnęła - To nie moja wina - powiedziała łamiącym się od płaczu głosem.
-Cześć, Megan - rozłączył się."
Dziewczyna skuliła się na łóżku.
Od chwil rozmowy z Nickiem znienawidziła Drew.
Nienawidziła go z całego serca.
Jedyne czemu była wdzięczna w tej chwili to fakt, że była u Matta i znajdowała się daleko od tej całej cholernej sprawy.
Drew... zabił?
Zadrżała i przygryzła wargę, starając się znów nie zacząć płakać.
Mama mówiła, że dostał 2 lata poprawczaka - przypomniała sobie - A niech tam zgnije - dodała z zaciętością.
Aż za dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że życie jej i Drew, w jednej sekundzie, przez jeden nieprzemyślany ruch, zmieniło się nieodwracalnie.

__________________________________
Hmm... Tak sobie myślę, że ten rozdział jest kiepski na dedykację, ale już trudno XD 
Z dedykacją dla Ciebie Wikuś ;D Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :*

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 22

Megan, ze snu wyrwał dźwięk i światło wibrującej komórki.
-Co? – odebrała zaspanym, załamanym głosem.
-Masz ochotę na spacer?
-Co?? – mrużąc oczy, spojrzała na wyświetlacz telefonu – Nick, do cholery, jest 3 w nocy.
Chłopak zaśmiał się uroczo.
-Idziesz?
-Niick – jęknęła dziewczyna, ale od samego brzmienia jego głosu, poczuła się bardziej rozbudzona.
-O 10:00 wyjeżdżasz do Matta, na całe 2 tygodnie… Nie mogę przez ciebie spać. Chcę, jeszcze chwilkę z tobą pobyć, Meg – mówił, a nastolatka poczuła motyle w brzuchu.
-Ok. Zaraz wychodzę – odpowiedziała w końcu.
-Super, przyjdę po ciebie, będę czekał przed domem.
-Okej – dziewczyna rozłączyła się i już po kilkunastu minutach była gotowa.
Kiedy na palcach zmierzała do wyjścia, nie była już ani trochę śpiąca.
Gdy niezauważona, z głośno bijącym sercem dotarła do drzwi, usłyszała za sobą głos, który spowodował, że jej serce na chwilę się zatrzymało.
-Gdzie się wybierasz, młoda?
Odwróciła się i spojrzała na rozbawionego Drew, trzymającego w ręce, sporych rozmiarów kanapkę.
-Dlaczego nie śpisz? – jęknęła dziewczyna, a chłopak wymownie pomachał kanapką.
-Masz pecha, zgłodniałem – wzruszył ramionami – Gdzie idziesz?
Megan, przygryzła nerwowo wnętrze policzka, próbując wymyślić, jakieś sensowne wytłumaczenie.
-Nie mogłam spać, idę się przejść – odpowiedziała w końcu.
-Długo zajęła ci odpowiedź, na takie banalne pytanie – zaśmiał się Drew, a Megan spojrzała na niego błagalnie, żeby się uciszył, bo obudzi rodziców – Co robi Nick, pod naszym domem?
Na twarz dziewczyny wypłynęły rumieńce, a brat cicho zachichotał.
-Nigdzie nie idziesz – oznajmił.
-Dreww – jęknęła błagalnie Megan.
-Mała, nie pozwolę mu się do ciebie dobrać, a to jest idealna pora, w ogóle, że jeszcze dziś jedziesz do swojego ojca. Weźmie cię na ‘ale nie będziemy widzieć się tak dłuuuuugo’… - zrobił maślane oczka.
Meg prychnęła.
-Wiesz to ze swojego doświadczenia? – spytała unosząc brwi – Próbowałaś z Rachel czy z Angel? Zadziałało?
-Nigdy więcej nie mów przy mnie o tej suce na A – warknął Drew.
-Nie powiem, jeśli pozwolisz mi pójść – dziewczyna, próbowała wykorzystać sytuacje.
-A idź – machnął ręką Drew, gryząc swoją kanapkę i stwierdzając, że po wspomnieniu Angel, już nie ma ochoty jeść – Ale, jak tylko spróbuje rozpiąć ci stanik albo dobrać ci się do majtek, to osobiście go zamorduję. Paaa, miłej zabawy – odkręcił się na pięcie i zniknął za drzwiami swojego pokoju.
Megan wywróciła oczami i najciszej jak tylko potrafiła, przedostała się na zewnątrz.
Na dworze, dopiero zaczynało się rozjaśniać i było cholernie ciemno.
-Długo ci to zajęło – na dźwięk głosu Nicka, automatycznie poczuła motyle w brzuchu. Spojrzała w jego stronę.
Stał oparty o ścianę domu i uśmiechał się do niej.
-Bo ty, dałeś zauważyć się mojemu bratu – odpowiedziała.
-Cholera – zaklął chłopak – I cię wypuścił?
-Mam swoje sposoby – uśmiechnęła się chytrze.
Nick się roześmiał i podszedł do dziewczyny, obejmując ją w pasie.
Musnął jej usta i wpatrywał się w jej oczy.
-Chodź – powiedział w końcu, złapał jej dłoń i splótł jej palce, ze swoimi.
Kiedy ruszyli, drzwi domu Bieberów zostały nagle, energicznie otwarte.
Natychmiast, odwrócili się w tę stronę.
-Megan, gdzie się wybierasz?? – w drzwiach, ukazała im się sylwetka Justina.
-Nie mogłam spać i…
-Wracaj do domu. Natychmiast. Bo nigdzie, dziś nie pojedziesz – powiedział, twardo Bieber.
Dziewczyna wywróciła oczami i spojrzała przepraszająco na Nicka.
Chłopak westchnął i uśmiechnął się niewesoło.
-Miłej podróży – powiedział i pocałował Meg, nie zważając na obecność Justina – Trzymaj się, skarbie.
-Ty też, Nick – uśmiechnęła się do chłopaka i weszła z powrotem do domu, za Bieberem – Zawsze, musisz, wszystko psuć – syknęła i szybkim krokiem udała się do swojego pokoju, nie dając Justinowi dojść do słowa.



Drew, ze snu wybudził dźwięk telefonu.
Odebrał tylko dlatego, że miał nadzieję, że dzwoni Rachel.
-Tak? – odezwał się zaspanym głosem.
-Zjeber. O 12:00, pod skateparkiem.
Na głos Grega, aż przeszedł go dreszcz obrzydzenia.
-Czego ty jeszcze ode mnie chcesz? – zapytał zirytowany Drew.
-Zobaczysz na miejscu.
-Dlaczego zakładasz, że przyjdę? – spytał chłopak, wyzywającym tonem.
-Bo jak nie, to znaczy, że tchórzysz, a ja i tak cię znajdę i wtedy będzie o wiele gorzej – odpowiedział.
-JA tchórzę, Greggy? To TY zawsze masz tę swoją obstawę – powiedział młody Bieber.
-Ok. Będę sam. Pasuje ci?
-Nie, ale postaram się być.
Drew się rozłączył i dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że drży.
Ale ze mnie tchórz – powiedział w myślach, zażenowany – Tylko, że oni są ode mnie dwa razy więksi… Tchórz.
Wywrócił oczami i spojrzał na zegarek.
11:30.
Cholera.
Zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki, chociaż ani trochę nie spieszyło mu się do spotkania z Gregiem.
O co mogło mu chodzić?? Przecież puścił Rachy na spotkanie z jego bratem, to, że przyłapał ją Justin, to już inna sprawa. Nie skakali już sobie z Nickiem do gardeł, tak bardzo jak kiedyś, ten raczej nie miałby się na co poskarżyć…
Uciął rozmyślenia.
Wszystko okaże się na miejscu.
Nie zjadł śniadania. Pożegnał się krótko z mamą i wyszedł, pod pretekstem spotkania się z Maxem.
Kiedy dotarł na miejsca, zauważył z zaskoczeniem, że faktycznie Greg jest bez obstawy, a jeszcze większym szokiem dla młodego Biebera był fakt, że była z nim Angel.
Drew z trudem powstrzymał się przed zawróceniem i starając się utrzymać pewny wyraz twarzy, podszedł do starszego Hale’a i spojrzał mu wyzywająco w oczy.
Z rozbawieniem zauważył, że już prawie dorównywał mu wzrostem. Greggy malał.
Pierwszy cios, padł tak niespodziewanie, że Drew zatoczył się i padł na ziemię.
-Nazwałeś Angel DZIWKĄ, Zjeber?! – wrzasnął z furią i uderzył jeszcze raz, tym razem w brzuch, tak, że Drew stracił oddech.
-Będziesz mnie tłukł za nazwanie jej po imieniu? – wychrypiał, a pięść Grega powędrowała do jego nosa.
Drew przytrzymał ją i wykręcił napastnikowi rękę, tak, że ten zawył z bólu i zaskoczenia.
Młody Bieber uderzył go w szczękę a następnie, kopnął w brzuch, wyswobadzając się spod Grega i stając na nogach. Przed oczami migały mu czarne kropki, ale miał to gdzieś. Postanowił, że tym razem to nie on będzie ofiarą.
Rozwścieczony Greg podniósł się szybko i rzucił się na Drew, który przesunął się i podstawił mu nogę.
Następne zdarzenia nigdy, do końca nie dotarły do młodego Biebera.
Przewracający się Greg, nadział się na ostry pręt, sporych rozmiarów, wystający z podłoża. Chłopak, spadł na niego z taką siłą, że ten przedziurawił go na wskroś, jak Drew zauważył, w okolicach serca.
Gregiem wstrząsnęły konwulsje, po czym całkowicie przestał się ruszyć.
Angel wrzeszczała, histeryzowała, płakała, a on nie był w stanie zrobić nic więcej, niż tylko tępo patrzyć na nieruszające się ciało przeciwnika.
Prawdopodobnie zaczęli zbiegać się ludzie, ale do Drew wszystko docierało, jakby przez mgłę.
Stał i nie odrywał wzroku od coraz większej ilości krwi, pojawiającej się na jasnej koszuli Grega.
Przyjechała karetka, policja.
Poczuł, że ktoś łapie go mocno i skuwa mu ręce kajdankami.
Nie stawiał oporu, kiedy prowadzili go do policyjnego samochodu.
W głowie krążyło mu bez przerwy, tylko jedno pytanie bez odpowiedzi, którego panicznie się uczepił.
‘On żyje, prawda?’     

________________________
Jeny, ale mnie wzięło na kryminały XD haha. Biedni oni.
Co Wy na to ?

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 21


 -Jus? – Jenn niepewnie wsunęła się do domowego biura, swojego męża.
Bieber dokończył coś szybko na komputerze i zwrócił wzrok na żonę.
-Słucham cię, kochanie – uśmiechnął się i obrócił na obrotowym krześle w jej stronę. Przyjrzał się dokładnie Jenn. Była nerwowa i nie do końca wiedziała co ze sobą zrobić.
Justin posłał jej pytające spojrzenie.
-Matt, zaprasza Meg, do siebie, na tydzień… Co ty na to? – zapytała nerwowo patrząc na swoje wypielęgnowane paznokcie.
-Matt? – zdziwił się Justin. Skrzywił się – Czego ten dureń jeszcze chce??
Jenn skuliła się w sobie na brzmienie jego głosu.
-Chce zobaczyć się z córką… - odpowiedziała, tym razem patrząc na podłogę. Kręciło się jej w głowie i była przekonana o tym, że jest blada jak ściana.
Bieber nic nie mówił tylko ciężko westchnął. Podniósł się z miejsca, podszedł do Jenn i uniósł jej brodę tak, żeby była zmuszona, aby patrzeć mu w oczy.
-Tyle lat nam nie przeszkadzał… Co go nagle naszło? – zapytał sucho, pocierając kciukiem policzek swojej żony.
-Może doszedł do wniosku, że chciałby poznać Meg… - odpowiedziała cicho Jenn. Widziała, że Justin próbuje zachować spokój, ale jest na granicy wybuchu. Właśnie dlatego tak bardzo bała się tej rozmowy.
-Jak on się w ogóle z tobą skontaktował? Kiedy? – zapytał Jus, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Jenny.
-Zadzwonił, wczoraj jak byłeś z Drew i jego znajomymi nad jeziorami – skłamała bez mrugnięcia okiem.
-Niech jedzie – Justin wzruszył ramionami i wrócił na swoje miejsce przy biurku – Reżyser właśnie przysłał mi scenariusz. Za tydzień wyjeżdżam na plan filmu.
Jenn nie odpowiedziała, tylko wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
Jej spojrzenie od razu skierowało się w stronę zdziwionej i zakłopotanej córki, przyglądającej się jej niepewnie.
-Coś się stało…? – zapytała.
Rodzicielka tylko pokręciła głową i przygryzła wargę, starając się nie rozpłakać.
-To ta ciąża. Nic mi nie jest – powiedziała Jenn łamiącym się głosem.
-Mówiłaś mu? – zapytała dziewczyna, wskazując głową w stronę drzwi, za którymi znajdował się Justin.
Jenn znowu zaprzeczyła i przygryzła wargi jeszcze mocniej.
-To nie jest dobra chwila – odpowiedziała głosem zdławionym szlochem, do którego kobieta, nie chciała dopuścić.
Megan spojrzała na rodzicielkę spojrzeniem, które wiedziało i było świadome zbyt wielu rzeczy jak na trzynastoletnią dziewczynkę.
-Przez Matta? – bardziej stwierdziła, niż zapytała.
Jenn wybuchając płaczem, pobiegła do sypialni, po czym przekręciła klucz w zamku.
Nastolatka patrzyła smutno w stronę gdzie zniknęła mama. Od tej chwili nie miała już Mattowi za złe, że nigdy wcześniej się nie pokazywał. Namieszał i miała paskudne przeczucie, że namiesza jeszcze bardziej.


-Raaaaaaaachy?
-Nie – odpowiedziała dziewczyna.
-Ale jakby tak…
-Nie.
-Słuchaj, ale…
-NIE.
-Kochanie, bo…
-NIE MA TAKIEJ OPCJI, DREW – powiedziała twardo Rachel i spojrzała ironicznie na swojego chłopaka, z którym znajdowała się w przymierzalni, w centrum handlowym.
-Dobra, jakbym zamierzał się tu z tobą kochać, to ok, może bym zrozumiał, że nie chcesz tego słyszeć, chociaż… - spojrzał wymownie, na swoją dziewczyna, a ta uniosła oczy, ku niebu – Ale nie proszę cię o to. Za to, ta spódniczka jest mega sexy i serio powinnaś ją kupić – powiedział wsuwając ręce pod mini Rachel.
Dziewczyna uśmiechnęła się rozbawiona i odepchnęła go.
-Kotku, podoba ci się, bo łatwo się w niej do mnie dobrać. Ta spódniczka jest DZIWKARSKA. Szybciej pójdę nago, niż się w takiej pokażę.
-Ok, ok, zgoda! Zgadzam się! – powiedział entuzjastycznie Drew, z błyszczącymi oczami.
Rachel wybuchła śmiechem i uderzyła chłopaka w rękę.
-Zboczeniec!
-No co, to była twoja propozycja – wzruszył niewinnie ramionami.
-Przepraszam, w przymierzalni może przebywać tylko jedna osoba – usłyszeli damski głos.
-Ale przebywa. Jestem czteronożnym brzuchomówcą – powiedział Drew, a Rachy znowu nie powstrzymała śmiechu.
-Albo jedna osoba wychodzi, albo was stamtąd wyciągnę – zagroził groźnie głos, spoza przymierzalni.
-Drew, wypad! – uśmiechnięta Rachel, wypchnęła chłopaka, na zewnątrz.
-Zdrajczyni – syknął nastolatek, po czym wpadł na tęgo zbudowaną kobietę z ochrony – Ups, przepraszam. To ona….
Kobieta zaczęła pouczający wykład, ale Drew w ogóle nie słuchał, bo dostrzegł Angel. Oglądała ciuchy i była za rękę z jakimś chłopakiem. Już ten sam fakt, gdzieś podświadomie zabolał Drew, ale kiedy jej partner  odwrócił się i młody Bieber zobaczył kto to, chciało mu się wrzeszczeć. Greg Hale. Greg. Ten, który dotkliwie go pobił, a Angel ponoć tak bardzo się tym przejęła. Młody Bieber patrzył na parę i z trudem powstrzymywał swoją szczękę przed opadnięciem ze zszokowania.
-Co cię tak wryło w ziemię? – z przymierzalni wyszła Rachel i rozbawiona szturchnęła chłopaka w bok.
Drew wykonał głową gest w stronę Angel i Grega.
-No i co, że tam jest Angel… – powiedziała zażenowana dziewczyna – Że co kurwa?! – prawie krzyknęła otwierając szerzej oczy, kiedy dostrzegła z kim jest – To jest suka Drew. Zimna suka, a na dodatek dziwka – powiedziała na tyle głośno, że Angel odwróciła się w ich stronę. Bieber mógł się założyć, że to słyszała i z tego, że Rachel przewiercała ją wzrokiem, najprawdopodobniej wywnioskowała, że to o niej.
Blondynka uśmiechnęła się do nich sztucznie i pomachała, opierając się ‘uroczo’ o swojego chłopaka.
Rachel pokazała jej środkowy palec i zaczęła ciągnąć Drew w stronę wyjścia ze sklepu.
-Spódniczkę odłóż – przypomniał chłopak, kiedy w wyjściu zaczął wyć alarm. Dziewczyna zarumieniała się zła i zawstydzona po czym rzuciła spódniczką w śmiejącą się z niej Angel trafiając ją w twarz i wybiegła ze sklepu. Drew poleciał za nią. Kiedy tylko opuścili sklep parsknął śmiechem. Nie mógł się opanować. Złapał dziewczyna za rękę i gdy, tylko znaleźli wyjście z centrum handlowego, wybiegli na świeże powietrze. Nie zatrzymywali się, dopóki całkowicie nie stracili tchu. A młody Bieber dalej się śmiał.
-Co ci tak wesoło?! – krzyknęła zirytowana dziewczyna, ale kiedy zobaczyła w jakim stanie jest jej chłopak, również zaczęła się śmiać.
Drew przytulił ją do siebie mocno.
-Co za akcja…. – mówił, próbując powstrzymać śmiech – Po pierwsze: chyba nigdy wcześniej nie słyszałem jak przeklinasz, a po drugie: twoja agresja na widok Angel bardzo mi się podoba – mówił rozbawionym głosem. Musnął policzek swojej dziewczyny, a kiedy ta chciała coś powiedzieć, spojrzał jej w oczy i pocałował tak, że już drugi raz w ciągu tego dnia, całkowicie straciła oddech.

__________________________
Maaało, wieeem :P W ogóle to przepraszam Was, że dopiero teraz to dodaję, bo napisałam strasznie dawno, ale całkowicie o tym zapomniałam o.O XD I przeeepraaaszam za błędy i za to, jeśli jak zwykle, w tym blogu myliłam imiona... XD Postaram się dodawać teraz też na innych blogach.. Nie wiem jak będzie z czasem, ale nareszcie mam jakieś pomysły co pisać dalej ;)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

20. Magiczny zakątek.

    ‘Hej, Nick. Słuchaj, nie chcę cię zranić, ale poznałam świetnego kolesia… Może przyjaźń? :) Allie’
Nick spojrzał po raz kolejny na wyświetlacz swojego telefonu i nie potrafił uwierzyć w to co widzi. Zastanawiał się czy powinien śmiać się, czy płakać…
Paręnaście minut temu wrócił z wycieczki z nad jeziora. Szczerze mówiąc był wykończony. Kto by pomyślał, że Matt będzie zamierzał siedzieć z Jenn i Meg aż tak długo?
Rzucił się na łóżko i zaczął obserwować z zaciekawieniem sufit.
Zerwała ze mną? – niedowierzał. – Chyba ją zaniedbałem… - mówił do siebie w myślach.
Bolało. Tylko trochę, ale jednak bolało. Spędził z nią mnóstwo cudownych, niezapomnianych chwil, a ona zrywa z nim słowami ‘zostańmy przyjaciółmi’ przez sms’a. Myślał, że stać ją na coś więcej, ale najwidoczniej się mylił. W międzyczasie, będąc z nią zakochał się w Megan, ale to nie miało znaczenia. Każdy koniec przynosi ból. Nawet jeśli samemu wcześniej planowało się odejście.
Poleżał  chwilę przestudiowując całą budowę sufitu, po czym podniósł się z łóżka, a nogi pokierowały go do jedynego miejsca jakie miał ochotę w tej chwili odwiedzić.


-Udało się – wyszczerzył się Drew kiedy po męczącym dniu znaleźli się z Rachel wreszcie sami w jego pokoju.
-Jestem ciekawe czy twoja siostra domyśli się tego, że celowo zabraliśmy twojego tatę z domu… - powiedziała dziewczyna.
-Zobaczymy – chłopak uśmiechnął się jednym kącikiem ust, z błyskiem w oku. Przysunął się blisko do niej i objął ją w talii – Ale akurat teraz ciekawi mnie inna rzecz – musnął jej szyję, a jego ręce powędrowały pod jej bluzkę.


-Tak? – Jenn otworzyła drzwi i uśmiechnęła się do chłopaka, którego zobaczyła przed wejściem.
-Czy jest…
-Meggy! Nick przyszedł! – zawołała rodzicielka nie dając nastolatkowi skończyć.
Chłopak uśmiechnął się niepewnie.
-Odprowadź ją przed godziną policyjną – poinstruowała go Jenn.
Skinął głową.
-Oczywiście.
Stali chwilę w milczeniu obserwując się nawzajem, bo Megan się nie zjawiała. Nick stwierdził, że mama Jenn jest młodą, atrakcyjną kobietą. Dodał oczywiście, że marnuje się z Bieberem i że mogła zostać z tatą Meg. Doszedł do wniosku, że Megan jest dość mocno podobna do matki, ale całkiem inna. Nie potrafił do końca sobie wytłumaczyć tej swojej logiki.
-Megan!! – Jenn wyrwała go z rozmyślań, powtarzając wołanie – Poczekaj, pewnie nie słyszy – zostawiła otwarte drzwi i szybkim krokiem, jak sądził, ruszyła do pokoju córki.
-Meggy, Nick przyszedł – weszła do pokoju Meg, a ta spojrzała na nią zdziwiona i zdjęła słuchawki z uszu.
-Co?
-Nick po ciebie przyszedł. Wołam cię od jakichś pięciu minut – powiedziała rodzicielka, z rozbawieniem obserwując reakcję córki.
-Nick??? – jej oczy się rozszerzyły, jej twarz lekko zbladła, a policzki się zarumieniły.
Jenn się uśmiechnęła. Jej mała córeczka naprawdę się zakochała.
-Dlaczego się dziwisz? Nawet ja się nie zdziwiłam – roześmiała się Jenn – No leć.
-Ale jak ja wyglądam – jęknęła Megan i ruszyła do łazienki.
-Pięknie wyglądasz. On tam czeka, kochanie. Nie każ mu dłużej tego robić – powiedziała Jenn przytrzymując córkę za rękę.
Megan przygryzła wargę i biorąc głęboki oddech ruszyła w kierunku otwartych drzwi wejściowych. Jej serce biło milion razy na sekundę, a jeszcze nawet go nie zobaczyła.
-Cześć – chłopak uśmiechnął się jak tylko ją dostrzegł. Natychmiast poprawił mu się humor.
-Hej – zamknęła za sobą drzwi i ciaśniej okryła się sweterkiem – Zimno się zrobiło – zauważyła.
-Uhm – przytaknął – Idziemy do parku?
Dziewczyna pokręciła przecząco głową z wyrazem twarzy, którego nie potrafił rozszyfrować.
-W takim razie gdzie? – zapytał.
Wzruszyła ramionami i tylko patrzyła na niego tymi swoimi nieziemsko niebieskimi oczami.
Westchnął.
-Dobra, mam inny pomysł, ale będziesz musiała mi zaufać – powiedział z niepewnym uśmiechem.
-Ok – odwzajemniła uśmiech.
-To chodź – to, że złapał jej dłoń, było zwykłym odruchem, nad którym nie zapanował, ale kiedy się nie wyrywała, spojrzał jej w oczy szukając w nich zgody. Odnalazł ją, ale dość szybko zniknęła.
-Twoja dziewczyna nie chciałaby nas tak zobaczyć – powiedziała Megan.
-Już nie mam dziewczyny – znowu się uśmiechnął.
Nie pozostawiając Meg czasu na zadawanie pytań, pociągnął ją lekko za sobą.
Przez całą drogę żadne z nich się nie odzywało. Megan skupiała się wyłącznie na tym, że czuła przyjemne mrowienie na dłoni, którą trzymał Nick i którą co jakiś czas delikatnie pocierał kciukiem.
Miała mu zaufać, ale kiedy doszli do wysokiego drucianego płotu z napisem ‘Wstęp wzbroniony. Teren prywatny’, zawahała się.
-Idziesz? – zapytał uśmiechając się lekko.
Dziewczyna przygryzła nerwowo wargę i skinęła głową.
Nick poprowadził ją kawałek wzdłuż płotu. W jednym miejscu znajdowała się spora dziura, przez którą przeszedł on, a zaraz za nim dziewczyna, która nie miała innego wyjścia, bo nadal trzymał ją za rękę.
-Skąd się tam wzięła ta dziura? – zapytała Meg, żeby przerwać ciszę.
-Widzisz ten pień? – zapytał, wskazując na coś co rzeczywiście mogło być pozostałością drzewa. Skinęła głową – Wielkie drzewo z ogromną siłą przewaliło się na ten płot i jakoś nikomu nie chciało się inwestować w naprawę. Usunęli tylko drzewo.
-A jak się o tym dowiedziałeś?
-Uciekałem przed twoim bratem – skrzywił usta w grymasie. Widać było, że niechętnie się do tego przyznaje – Ale nie znalazł mnie tu – wyszczerzył się.
Dziewczyna się roześmiała, a on objął ją ręką w pasie.
-Gdzie idziemy? – zapytała lekko onieśmielona tym gestem.
-Zobaczysz. To już niedaleko.
-Ogromna ta posiadłość – stwierdziła dziewczyna rozglądając się naokoło – I piękna – dodała.
Im dalej szli, tym więcej było wokół nich zieleni. Tyle jej nie widziała nawet w parku.
-Też tak uważam – powiedział – Należy do jakiegoś bogatego kolesia, który chyba bankrutuje. Chciał ocalić to miejsce, stworzyć tu jakiś park, rezerwat czy coś, ale słyszałem, że miasto chcę od niego odkupić to miejsce i wybudować osiedle.
-Szkoda… - westchnęła dziewczyna – A wiesz czy się zgodził?
-Nie zgodził. Tak przynajmniej kiedyś przeczytałem w internecie, że odgraża się, że szybciej nie będzie miał za co kupić jedzenia, niż ją odda. Chce ocalić ostatni skrawek dzikiej przyrody. Chociaż w sumie nie wiem po co jak ani on tu nie przyjeżdża, ani nikt inny nie może wchodzić… ale mniejsza o to. Myślę, że niestety się zgodzi. Bankrutuje, a miasto oferuje mu coraz więcej pieniędzy – tłumaczył.
-Widzę, że jesteś w temacie – zauważyła.
Przytaknął.
-Muszę wiedzieć ile mogę tu jeszcze przychodzić, a kocham to robić. Tu jest taki całkiem inny świat.
Doprowadził ją do miejsca, w którym leżało powalone drzewo i na nim przysiadł. Megan zrobiła to samo.
-Często tu przychodzisz? – zapytała.
-Dosyć – odpowiedział.
Spojrzał jej w oczy, a dziewczyna poczuła motyle w brzuchu.
Zaczął przybliżać swoją twarz do jej twarzy, a serce dziewczyny na chwilę zamarło. Delikatnie ujął jej twarz i musnął jej usta. Poczekał na reakcję dziewczyny po czym naprawdę ją pocałował, a ona… odwzajemniła pocałunek.
Odsunął się od niej nieznacznie i pogładził jej policzek wierzchem dłoni uśmiechając się do niej czule.
-Jesteś piękna, maleńka – powiedział nie przestając się uśmiechać i jeszcze raz wpił się w jej usta.
Objął ją, a ona położyła głowę na jego ramieniu i obserwowała najpiękniejszy zachód słońca jaki widziała w życiu. Zastanawiała się czy jest tak rzeczywiście, czy to dzięki Nickowi patrzy na wszystko milion razy pozytywniej.
-Jak spotkanie z ojcem? – zapytał Nick muskając wargami jej policzek. Dziewczyna napisała mu o tym. Chyba nie domyślała się, że wyprawa na zwiedzanie jezior była pretekstem, żeby odciągnąć Biebera od domu.
-Mogę cię o coś spytać? – odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Jasne. Pytaj o wszystko – przytulił ją mocniej do siebie.
-Wiedzieliście o tym, że Matt przyjedzie? Uknuliście to z Drew?
A jednak. Ale pytała  o to tak, że gdyby opowiedział nie, to pewnie by się nie zdziwiła. Nie była pewna swojej tezy.
-Coś w tym rodzaju, ale nie do końca… Najpierw opowiedz.
-Nie. Najpierw chcę usłyszeć dokładną odpowiedź od ciebie.
-No okey… Nie wiem co na to Drew, ale ok… Twój brat wiedział, że Matt przyjedzie się z wami spotkać, dlatego chciał odciągnąć Biebera od domu – wytłumaczył w skrócie.
-Czyli nie ściągał Matta, bo powiedziałeś mu jaka jestem załamana psychicznie przez niego i w ogóle?
Spojrzał na nią zdziwiony.
-Nie jesteś załamana psychicznie, Meg i na pewno bym tak nie powiedział. Matt przyjechał, bo chciał się z tobą spotkać.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała.
-A nie mogliście mnie jakoś na to spotkanie przygotować? – powiedziała po kilku minutach ciszy.
Nick znowu westchnął.
-Myślę, że to miała być niespodzianka, Meggy. A teraz powiedz jak było.
-On jest w porządku. W ogóle… Serio się z mamą kochali… I dalej coś do siebie czują, to widać. Dziękuję, że zabraliście Justina. Dużo rozmawialiśmy… Powiedział, że weźmie mnie do siebie w drugiej połowie wakacji – mówiła z lekkim uśmiechem.
Nickowi nie spodobał się pomysł rozdzielenia się z Megan.
-A na ile? Kiedy dokładnie?
Dziewczyna wyczuła w jego głosie nutkę niezadowolenia.
-Dokładnie jeszcze nie wiem. Zadzwoni jutro – spojrzała na niego – Przecież wrócę – roześmiała się widząc jego minę.
-Cieszę się, że go poznałaś – przytulił ją do siebie – I cieszę się, że cię do siebie zaprosił. Tylko, że będę tęsknił.
-Ja też będę – odpowiedziała i wtuliła się w niego mocniej – Dziękuję – wyszeptała.
-Za co? – zdziwił się.
-Za wszystko.

_______________
Macie takie cóś. Nie mam weny, przepraszam.... Ale w następnym spróbuję się bardziej postarać <3 I jeśli tradycyjnie myliłam imiona to też przepraszam...

środa, 4 lipca 2012

19. Bez odbioru.

 Akcja ‘wyciągnięcie Justina Biebera z domu’ rozpoczęła się godzinie dziewiątej rano. Na miejscach i w gotowości czekała Rachel, Max, Nick i Stephen, którego Drew nie znał za dobrze, ale pomimo wszystko był mu potrzebny. Plan wyglądał prosto, ale jeśli plan A by nie wypalił to mieli jeszcze w gotowości plan B, C i D. Drew nie spał prawie przez całą noc myśląc nad tym co może się nie udać. A co jeśli Matt nie przyjedzie, albo przyjdzie innego dnia? Mógł tylko się modlić. Chciał, żeby wszystko wyszło idealnie. Bez niepotrzebnych spięć pomiędzy Justinem i Mattem. Sam chętnie spotkałby się z ojcem Megan, ale nie mógł sobie na to pozwolić. Wyciągnięcie Biebera z domu było ważniejsze.
-Tato…? – Drew wstał dziś nienaturalnie wcześnie jak na niego i Justin posłał mu zdziwione spojrzenie – Słuchaj… Jest taka sprawa… Musimy zrobić projekt o jeziorach z biologii… Musimy mieć zrobione własnoręcznie zdjęcia i wgl. Tylko, że przydzielili mnie do grupy z Nickiem i Stephenem. My się tam pozabijamy, jeśli pojedziemy sami… Jest niby jeszcze Max i Rachy, ale… Mógłbyś pojechać z nami?
Spojrzenie Biebera zrobiło się jeszcze bardziej zdziwione.
-Chcesz, żebym JA jechał z wami? – był mega zszokowany, ale ucieszył się, że syn prosi go o pomoc. Miał z nim bardzo słaby kontakt – Jasne. O której?
-Za dziesięć minut…
-Nie ma sprawy, Drew – powiedział.
-Dzięki – chłopak uśmiechnął się do ojca, a idąc z powrotem do pokoju, żeby zadzwonić do wszystkich i powiedzieć, że na razie idzie dobrze uśmiechał się szeroko i szczerze. Wierzył, że się uda. Żałował tylko tego, że nie miał aktualnego numeru do Matta. Byłoby łatwiej gdyby wiedział o której ten się zjawi. W domu będą mieli szpiega. Rose, która była ostatnio jakby jej nie było, co było bardziej niż dziwne, zgodziła się na współpracę. W sumie to też było bardziej niż dziwne. Miała dzwonić do niego, jak Matt się pojawi i jak się zmyje.
Mieli wyruszyć punktualnie, ale pojawiło się pewne utrudnienie, o którym Drew na szczęście wcześniej pomyślał. Megan chciała jechać z nimi, a Justin nie miał nic przeciwko, niestety brat wyjaśnił jej smutnym głosem, że nie mają już miejsc w samochodzie.
Udało się. Ruszyli z dwu minutowym opóźnieniem.


-Serio miałam ochotę z nimi jechać – odezwała się Megan przysiadając się do stołu w kuchni przy którym Jenn jadła właśnie śniadanie.
-Pojedziesz innym razem, skarbie. Oni mieli robić coś do szkoły, to na pewno byś się nudziła – powiedziała rodzicielka i zjadła kolejny kęs omleta ze swojego talerza.
-Ale Nick też jechał – jęknęła Megan.
Wtedy do mamy wszystko dotarło.
-Ach, Nick – powiedziała uśmiechając się znacząco – Właściwie to nie miałam czasu cię wczoraj zapytać jak było na spacerze. A więc? Jak było?
Megan starała się zachować powagę, ale po chwili jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
-Genialnie – odpowiedziała nie potrafiąc przestać się uśmiechać.
-To ten sam Nick, z którym Drew miał takie problemy, Meg? – zapytała Jenn przyglądając się córce.
Uśmiech na twarzy dziewczyny stała się o ton mniej promienny.
-Taa… Ale on jest w porządku. Naprawdę, mamo… Po prostu się z Drew nie lubią…
-Dobrze, kochanie. Nie musisz się tłumaczyć, tylko jesteś pewna, że ten chłopak jest dobry? Ja osobiście nigdy go nie lubiłam, ale to na pewno dlatego, że tak strasznie nie dogadywali się z Drew.
-Na pewno, mamo – zapewniła Megan – rozumiemy się we wszystkim i w ogóle… Tematy do rozmowy się nie kończą.
Jenn przyglądała się troskliwie córce. Faktycznie wyglądała na szczęśliwą, ale ona, jako matka obawiała się co z tego wszystkiego wyniknie. Nick był od jej Meggy o 3 lata starszy i dobrze wiedziała, że chłopcy w tym wieku myślą wyłącznie o jednym. Oczywiście wiedziała też, że u części na myśleniu się kończy. Ale Jenn nie wiedziała jaki jest Nick. Na razie znała go tylko od złej strony. Miała nadzieję, że to w rzeczywistości dobry chłopak. Zamierzała zmienić tok rozmowy. Temat tego chłopaka zmuszał jej na wiele wątpliwości i niepokoju, a nie miała na to nastroju.
-Słuchaj, Meg – powiedziała Jenn z westchnięciem i uśmiechając się do córki niepewnie, po chwili milczenia – Nie chciałabyś mieć może młodszego brata albo siostry?
Pierwszym co rodzicielka zobaczyła na twarzy swojej córki to kompletny szok, a następnym objawem był pisk szczęścia.
-Jesteś w ciąży?! – wykrzyknęła dziewczyna i zeskoczyła z krzesła uśmiechając się szczerze i szeroko.
Jenn odetchnęła z ulgą. Obawiała się trochę reakcji dzieci.
-Zdecydowaliśmy z Justinem, że chcemy jeszcze jedno dziecko. Mam prawie 31 lat. Nie chcę już więcej dzieci oprócz tego. To będzie ostatnie, ale wy już tak wyrośliście, prawie nie ma was w domu, Jus też wyjeżdża. Miło by było pomieć jeszcze przez kilka lat w domu takie maleństwo – mówiła Jenny z uśmiechem.
Megan też się bez przerwy uśmiechała.
-Czyli jesteś czy nie?? Odpowiesz mi wreszcie?! – mówiła prawie skacząc w miejscu z niecierpliwości.
-Nie wiem czy nie powinniśmy pójść na badanie ADHD u ciebie i Drewa. Nie wiem czy jest ono dziedziczne, ale jest prawdopodobieństwo, że macie to w genach po ojc… - Jenn ugryzła się w język, kiedy było już za późno.
Twarz Megan stała się nagle poważna.
-Jesteś w ciąży czy nie? – zapytała sucho i usiadała z powrotem na krześle.
Jenn nie wiedziała co ma robić. Meg musiała zauważyć ten jej wyraz zagubienia, niepewności i żalu na twarzy.
-Jestem – odpowiedziała – Chwilę temu zrobiłam test. Nikt jeszcze nie wie oprócz ciebie – mówiła uśmiechając się niepewnie. Była na siebie zła, że tak rozwaliła ten moment.
-Strasznie się cieszę. Naprawdę – powiedziała Meg szczerze, ale uśmiechnęła się jakoś z wymuszeniem. Opuściła wzrok i wpatrywała się w swoje stopy, jak to miała od dziecka w zwyczaju kiedy nie wiedziała co ze sobą robić, była zmieszana, czy smutna.
-Córuś… - powiedziała smutno Jenn – Chcesz, żebym opowiedziała ci o tacie? Myślę, że masz już tyle lat, że może chciałabyś słuchać... Chciałabyś?
Megan dalej nie podnosiła głowy. Kiedy wreszcie ją uniosła, w jej oczach były łzy. Pokręciła przecząco głową i bez słowa poszła do swojego pokoju. Jenn jeszcze nigdy nie czuła się taka bezradna.

-Na razie żadnych info od Rose? – zapytał Nick Drewa robiąc zdjęcia na wyimaginowany projekt pierwszemu jezioru, które odwiedzili.
-Żadnych istotnych dla akcji – odpowiedział Drew – Ale właśnie napisała mi, że podsłuchała jak moja mama mówiła Meg, że jest w ciąży – powiedział chłopak ze zdziwionym uśmiechem.
-Jprdl. Kolejne coś do rodziny Zjeberów. O jednego Biebera na świecie więcej – jęknął załamany Nick.
Drew pokazała mu środkowy palec, przy okazji sprawdzając, czy ojciec przypadkiem na nich nie patrzy. Pewnie wszczęliby jakąś bójkę czy coś, ale telefon młodego Biebera zaczął dzwonić, a oboje byli ciekawi informacji od Rose.
-Tak, Rosie?
-ROSE.
-Ok, ok. Jakieś nowości?
-Twoja matka przypadkiem palnęła coś o ojcu, Meg się zdołowała, później mamuśka proponowała, że jej coś opowie o Matt’cie, a młoda nie chciała i poszła ryczeć do pokoju – zeznała Rose.
-Kurde. Kiepska sprawa – powiedział Drew.
-Uhm – przytaknęła Rose nie przejęta nawet w najmniejszym stopniu.
-Coś jeszcze?
-Nie. Bez odbioru.
Drew parsknął śmiechem, a Nick patrzył na niego jak na kompletnego idiotę. W sumie… to była norma.

Matt przyleciał do Kanady już poprzedniego dnia i zamiast załatwiać sprawy, które powinien, ciągle bił się z myślami czy odwiedzić dziewczynę, której nigdy nie przestał kochać, wraz z córką... jego córką… Przełknął ślinę i poczuł, że drży. Ma dziecko, które ma 13 lat. Które ma 13 lat i nigdy nie widziało go na oczy. Nie widział porodu, teoretycznie nic nie łączy go z tym dzieckiem oprócz więzów krwi. Zauważył, że bawi się guzikiem od koszuli. Zawsze robił to, kiedy się denerwował. Przestał. Włożył ręce do kieszeni. Ciekawe, czy Bieber w ogóle pozwoliłby mu zbliżyć się do Jenn i… jak ona się nazywała? Nienawidził siebie za to, że nie pamięta. Przez całe 13 lat pomyślał o córce może z 6 razy… W jego oczach pojawiły się łzy, a serce ścisnęło poczucie winy. Jak ona miała…? Molly? Megan! Odetchnął z lekką ulgą. Pamięta chociaż imię. Krążył zdenerwowany po parku znajdującym się niedaleko posiadłości Bieberów. Spojrzał na zegarek. Minęły już 4 godziny, a on nie miał czasu… Pomimo to dalej bił się z myślami… Iść czy nie? Zastanawiał się czy jego dziecko go nienawidzi. Serce szczerze go bolało. Było mu słabo. Poszedł w kierunku ławki. Nagle zderzyła się z nim kilkunastoletnia dziewczyna. Spojrzała na niego zapłakanymi oczami.
-Przepraszam pana, bardzo przepraszam – powiedziała łamiącym się głosem i pobiegła dalej. Nie spuszczał z niej wzroku. Usiadła na powalonym drzewie obok rzeki i ukryła twarz w dłoniach. Wyglądała na coś koło 13 lat, była bardzo szczupła i średniego wzrostu. Miała brązowe włosy i ciemnoniebieskie oczy. W sercu Matta coś się poruszyło… Nie potrafił tego nazwać. Czy to możliwe, że to ona? Córka Jenn? Jego córka? – zapytał sobie pytanie w myślach. Spojrzał w kierunku, z którego przybiegła. Zgadzał się, a on poczuł, że żołądek podchodzi mu do gardła. Była taka śliczna… I taka smutna…
-Megan – powiedział cicho, ale dość głośno, żeby dziewczyna usłyszała. Spojrzała na niego zdziwiona, przygryzając wargę, powstrzymując płacz.
Jego serce dosłownie stanęło. Stanowczo go dzisiaj denerwowało.

Megan spojrzała na mężczyznę, który wymówił jej imię. Jak to możliwe, że poznała go dopiero teraz? Widziała go na jednym ze zdjęć, ale wiedziała, że nigdy nie mogłaby pomylić go z nikim innym. Nie wiedziała co ma robić. Nie chciała, żeby widział ją w tym stanie… Ale co on w ogóle tu robił? Skąd się wziął? Nie powinien być przypadkiem w Londynie?

Matt dostrzegł błysk w oczach dziewczynki, zastanawiał się co to znaczy. Nogi same, nie pytając się go o zgodę, poprowadziły go do niej. Nic nie mówiąc usiadł obok córki. Nie miał pojęcia co ma teraz zrobić. Nie raz widział filmy, na których rodzice witali się z dziećmi po latach, ale teraz w głowie miał kompletną pustkę… Ona była taka podobna do Jenn… Piękna i krucha.
-Cześć – wydusił z siebie, nie patrząc na nią.
-Hej – odpowiedziała, biorąc do ręki kamyk leżący obok niej i wrzucając go do wody – Co tu robisz? – zapytała wpatrując się w swoje buty.
-Przyjechałem… - do ciebie, do Jenn, jesteś taka śliczna – w sprawach służbowych – powiedział tylko.
Poczuł, że zranił tym dziewczynkę, ale ona pokiwała tylko głową.
-Bardziej chodziło mi o park – powiedziała, dalej nie podnosząc na niego wzroku.
-Ach… - a jednak go przejrzała – Chciałem się z wami spotkać… Ale się bałem – powiedział zanim zdążył się powstrzymać – Spędzam tu już czwartą godzinę, nie mogąc odważyć się zapukać do waszego domu.
Dopiero teraz spojrzała na jego twarz. Miał jasne włosy, lekki zarost mocno niebieskie oczy. Wyglądał tak… znajomo. Czuła się jakby znała go od zawsze, a widziała go tylko na jednym zdjęciu. Jego oczy były smutne. Bardzo smutne. Chyba tylko to wyglądało inaczej niż na zdjęciu. Na nim były wesołe, łobuzerskie, zawadiackie… Takie z cwaniackim błyskiem. Pomimo tych oczu wyglądał młodo, to, że był 10 lat starszy niż na zdjęciu, nie robiło za dużej różnicy. Oczywiście, że wyglądał poważniej, ale na pewno nie dużo starzej.
Matt poczuł, że Megan uważnie mu się przygląda. Nie wiedział czemu to zrobił, ale położył dłoń na jej policzku, może chciał po prostu sprawdzić czy jest prawdziwa.
Dziewczynka nie odsunęła się, ale widać było, że jest zdziwiona tym gestem.

Jenn wmurowało w ziemię, kiedy zobaczyła Matta siedzącego w parku obok ich córki. Poszła za Meg, która płacząc wybiegła z domu, chcąc z nią porozmawiać. Martwiła się o nią. Widok, który zobaczyła odebrał jej oddech na kilka sekund. Nie zauważyli jej, to dobrze. Przyjrzała się uważniej Mattowi. Prawie nic się nie zmienił… Tak samo nie zmieniło się nic w sprawie tego chorego przyciągania jakie przy nim czuła.

Matt po kilku chwilach zabrał dłoń z twarzy dziewczyny. Patrzyli sobie w oczy i każde czekało aż drugie wykona jakiś ruch, powie cokolwiek.
-Twoja matka za tobą poszła – powiedział Matt.
-Skąd wiesz? – zapytała zdziwiona, rozglądając się. Dojrzała Jenn, podpierającą się o drzewo i pochłaniającą ich wzrokiem.
-Czuję – odpowiedział zmieniając pozycję i też spoglądając w stronę kobiety swoich marzeń. Jak ona wydoroślała! Ostatnim razem widział ją jak miała ledwo 19 lat. To, że doszło jej lat, nie zabrało ani trochę z jej atrakcyjności.
Matt wstał, ale ani on, ani Meg, ani Jenn nie ruszyli się z miejsca. Po kilku minutach dziwnej ciszy, Jenny podeszła do nich wolno.
-Witaj, Matt – powiedziała i wyciągnęła do niego rękę.
-Oj, proszę cię – powiedział zażenowany i ignorując jej dłoń przyciągnął ją do siebie i przytulił – Cholera, jak ja za tobą tęskniłem – wyszeptał i wciągnął w płuca jej zapach. Wiedział, że nigdy o niej nie zapomni, przestał próbować już jakieś 4 lata temu, a więc śmiało mógł mieć więcej rzeczy do pamiętania.
Megan z boku przyglądała się Jenn i Mattowi i nie miała pojęcia dlaczego ta cała scena nie wydała się jej niczym dziwnym. Może dlatego, że powinno tak właśnie być? Jej matka powinna przytulać się z jej ojcem, gdyby rodzina Meg wyglądała tak, jak powinna. Ale nie wyglądała… I nigdy wyglądać nie będzie.
-A ty pozwolisz się przytulić? – dziewczyna zauważyła, że Matt zwraca się w jej stronę z rozłożonymi ramionami i niepewnym uśmiechem.
Zdobyła się tylko na wzruszenie ramion, dlatego tata podszedł do niej i przytulił. Na początku nie odwzajemniała uścisku, ale w końcu objęła go ramionami i pierwszy raz w życiu poczuła się tak naprawdę bezpiecznie.
-Jesteś śliczna, Meggy – powiedział miękko, przyciszonym głosem na jej ucho – Córeczko – dodał, testując to słowo.


-Drew, słuchaj – zaczęła Rose dzwoniąc do kuzyna i jednocześnie wyglądając przez okno – Sierotka Marysia wybiegła z płaczem z domu, a ciocia Jenn za nią. Sporo czasu nie wracają i nie mam pojęcia co się tam dzieje. Pewnie jakieś tam rzewne rozmowy ze sobą toczą… Że co?! – dziewczyna zszokowana otworzyła szeroko oczy.
-Co?? – zapytał Drew.
-Wracają. Z MATTEM!
-Że kurwa co?! Jak?!
-No idą i…
-Błagam cię, nie mam nastroju do żartów. Dzięki za info – rozłączył się.
Jego spojrzenie mówiło wszystko dlatego nikt nie musiał pytać co się stało. Teraz musieli tylko utrzymać Justina jak najdłużej i jak najdalej od domu.